niedziela, 4 lutego 2018

Od Junsu CD Doriana


 Błądziłem po okolicy, zastanawiając się nad wszystkim, co wydarzyło się w ostatnim czasie. Szrama po utracie kogoś ważnego będzie na moim sercu. Przywiązanie i zauroczenie to najgorsze rzeczy, które mogą spotkać nas w życiu, szczególnie jeśli tracimy kogoś, kto jako jedyny wyciągnął do nas dłoń. To wszystko musiało się kiedyś skończyć, ale nie sądziłem, że ten koniec nadejdzie aż tak szybko. Dlaczego to trwało na tyle krótko, bym zdołał się przywiązać do niego? Dlaczego rozpaliły się we mnie jakiekolwiek uczucia w stosunku do mężczyzny? Nie rozumiałem tego. Czy to z jakiegoś konkretnego powodu coś do niego poczułem? Czy może tak wyszło?
Tak najłatwiej wszystko można by było to tłumaczyć, bez dążenia do jakichkolwiek wyjaśnień. Niestety, ale nie potrafiłem odgonić niepotrzebnych myśli.
Nawet spacer mi w niczym nie pomagał, wręcz przeciwnie, wszystko pogorszył, co było wręcz irytujące.
Mijałem wielu przechodniów, którzy w dziwny sposób się na mnie patrzyli. Ich myśli mnie bawiły, ale starałem się zachować powagę chociaż w tym momencie. Nie przejmowałem się opinią publiczną. W końcu nie będę udawał kogoś, kim nie jestem, nieprawdaż? Poprawiłem włosy, kręcąc słabo głową, a nikły uśmiech pojawił się na moich ustach. Jedni przechodni rozmyślali o tym, co takiego zrobiłem, że moje ubranie było ubrudzone, a woń alkoholu, którą było ode mnie czuć, cóż, sądzili, że się upiłem i dlatego tak wyglądam. Inni zaś mnie ignorowali, jakbym w ogóle nie istniał i nie minęli mojej osoby. Aczkolwiek ci drudzy bardziej mi odpowiadali. Byli neutralni w stosunku do widoków takich osób jak ja. Nawet już nie zwracali uwagi na takie persony. Czy im się dziwiłem? Nie. W tym wieku wiele rzeczy już jest czymś „normalnym”, nawet na porządku dziennym. Czasy się zmieniają.
Czasami jest zaskakiwany przez to, co teraz widzę, ale już w mniejszym stopniu niż na samym początku tego wszystkiego. Nie zwracam już na to uwagi. Nic nie zmienię tutaj, bo nie mogę. Nie mam takiego wpływu na ludzi, a nawet jeśli bym miał, co by mi to dało? Powrót do czasów, w których się urodziłem? Niestety, to niemożliwe. Dlaczego? Otóż odpowiedź jest prosta. Ludzie z tamtego wieku są całkiem inni do tutejszych ludzi, z obecnych czasów. Jak ogień i woda, wielka przepaść jest między nimi, więc takie działania są zbędne.
Oczywiście nie wszyscy są tacy sami, trafiają się wyjątki, które są pewnego rodzaju diamentami, szafirami, trzeba o nie dbać, ale nie zawsze jest to możliwe.
Cicho westchnąłem, przeczesując włosy. Podniosłem głowę do góry, rozglądając się dookoła, tym samym zataczając kółko wokół własnej osi. To był jakiś park, opuszczony, przynajmniej o tej godzinie. Przetarłem twarz dłońmi, uśmiechając się pod nosem. Można wrócić do przemyśleń, które męczą od momentu opuszczenia lokalu. Co by się stało, gdybym tam pozostał dłużej? Nie wiem dokładnie, lecz jednego byłem pewien. Natrętne myśli, by mnie nie dosięgły i byłoby o wiele łatwiej, ale nie można mieć wszystkiego i trzeba się z tym pogodzić.
- Ah… nie wiem gdzie jest, brak żywej duszy na drodze. Jak nazywał się tamten hotel? Hm… no cóż, w razie czego będzie można podpytać… choć zapytanie się o powrót do tamtego lokalu będzie łatwiejsze – powiedziałem sam do siebie.
Podobno jak człowiek mówi sam do siebie; to staje się mądrzejszy. Ciekawe ile było w tym prawdy, a ile wymyślonych rzeczy przez ludzi. W sumie, nie wiedziałem nawet skąd ta myśl się wzięła, aczkolwiek do tego nie dążyłem. Może kiedyś będzie mi się chciało.
Rozglądałem się po okolicy, w której się znajdowałem. Ciekawiło mnie to, jak wygląda tutaj za dnia.
Jednak moje rozmyślanie zostało przerwane przez jakąś osobę. Mimowolnie spojrzałem przed siebie, zastając tego samego mężczyznę, co wtedy, w barze. Zostałem przez niego oblany alkoholem, który jeszcze do końca nie wsiąkł w moją koszulkę. Później zostałem przytulony przez nieznajomego.
Czyżbym znowu nie wyczuł nikogo w pobliżu przez swoje rozmyślanie? Na to wskazuje osoba przede mną.
Przyglądałem się nieznajomemu, zastanawiając się, co tutaj robił. Czy miałem zamiar o to pytać? Niekoniecznie. W końcu to nie moja sprawa, nieprawdaż?
Cisza panująca między nami była dość uciążliwa, aczkolwiek została przerwana przez odgłosy wydawane przez sowy.
- W sumie, przydałaby mi się pomoc – mruknąłem, spoglądając na obcego mężczyznę. – Którędy najszybciej wrócić do baru Loft? – zapytałem. Będąc szczerym, nie chciało mi się szukać nikogo innego w pobliżu, bo tak naprawdę mogłem już nie spotkać na drodze kogokolwiek innego. Dlatego też postanowiłem wykorzystać szansę, która była mi dana.

Dorian?

Od Insomni CD Leona

Wytarłam dłonie ubrudzone krwią w chustkę, którą ktoś mi podrzucił. Wokół mnie i kilku innych osób zebrał się spory tłum gapiów. W końcu stłuczka była poważna, pierwszy samochód wjechał w dość spore drzewo, a drugi dachował. Na szczęście nikt nie odniósł wielkich obrażeń. Skończyło się na złamaniach i stłuczeniach. Ja sama opatrywałam młodą kobietę, na oko pięć, może sześć lat starszą ode mnie. Była pasażerką drugiego auta, którego szyba rozcięła jej czoło i przejechała milimetry od tchawicy. Miała niezwykłe szczęście, naprawdę. Jednak, by być dobrą uzdrowicielką powinnam umieć coś więcej, niż robienie opatrunków i zszywanie ran. Stąd postanowienie na odwiedzenie biblioteki. Dotarłam tam w niecały kwadrans, wcześniej zmywając resztki posoki z rąk. Nie chciałam przecież wyglądać, jak jakiś morderca.
Pchnęłam potężne, ciężkie drzwi, wchodząc do biblioteki. Powitały mnie głośnym skrzypnięciem, którego bardzo chciałam uniknąć. Właśnie to i stukot podeszw moich botków, odbijający się echem od ścian zakłóciły niczym niezmąconą ciszę w budynku. Jednak mężczyzna siedzący za biurkiem nie zwrócił na to większej uwagi. Powitał mnie skinieniem głowy, a ja odpowiedziałam mu niemym "dzień dobry". Bibliotekarz powinien mnie kojarzyć. Może nie zjawiałam się tutaj często, ale gdy przychodziłam, to na długi czas. Moje kroki skierowałam od razu w stronę regału z księgami zielarskimi. Dwie z nich znałam już na pamięć, czytałam je po kilka razy, by zapamiętać najważniejsze informacje. Tym razem przyszła pora na coś o alchemii i ważeniu regenerujących eliksirów. Gdybym wcześniej pomyślała o tym, że tu przyjdę, założyłabym buty na obcasie.. Choć, nie wiem, czy one w ogóle by coś tutaj dały.. Księga była kilkanaście centymetrów za wysoko i nawet, gdybym miała kozaki bym do niej nie dosięgła. Bycie małym ssie..
Pewnie nadal bym tam stała i wyklinała w myślach wzrost, gdyby nie osoba, która weszła do biblioteki. Drzwi powitały ją tak samo, jednak kroków nie mogłam usłyszeć. Jakiś czas później, ów osoba zjawiła się obok mnie. Ciemnowłosy chłopak poratował mnie, zdejmując książkę z regału.
– Żyrafa zawsze do usług – rzekł, zaśmiawszy się.
– Dziękuję – odparłam, odpowiadając mu jednocześnie uśmiechem. – Jak powinnam na Żyrafę mówić, hm?
– Leon Nataniel Chimero. Ale Żyrafa w zupełności wystarczy – przedstawił się, pochylając głowę lekko w dół. Dobre wychowanie to coś, czego można szukać ze świecą w tych czasach. 
– Insomnia Deana Misterium, miło mi – również się przedstawiłam, odbierając w końcu od niego książkę. Nie spodziewałam się, że będzie aż tyle ważyć. By ukryć zaskoczenie, szybciutko przełożyłam ją na stół, na którym już leżały dwie inne lektury.
– Zielarka? – usłyszałam pytanie.
– Blisko. Uzdrowicielka – odrzekłam, lustrując materiał przygotowany na dzisiejszy dzień. Ech.. Nauka wymaga poświęceń. Najwięcej- wolnego czasu.

Leon? Boże, ani tu ładu, ani składu.. ;_;

sobota, 3 lutego 2018

NOWI "Normalność to tylko iluzja.

To co jest normalne dla pająka jest chaosem dla muchy.”





Imię i nazwisko: Octavia Blackbeak 
Wiek: 26 lat
Płeć: Kobieta
Orientacja: Heteroseksualna
Rodzina: Ma osiem sióstr oraz jednego, nieżyjącego brata. Dla rodzin, w których urodzi się balaena najważniejszą tradycją jest posiadanie licznej rodziny. Akceptowane są tylko i wyłącznie kobiety. Dlatego gdy balaena urodzi syna jest on od razu zabijany. Matka Octavi była jedyną kobietą z darem wśród swojego rodzeństwa. Gdy wyszła za mąż wiadome było, że musi spłodzić liczne potomstwo. Tak więc, dziewczęta rodziły się po kolei. Octavia jako szósta. Chłopiec urodził się jako dziewiąte dziecko i został natychmiast uśmiercony. Po tym wydarzeniu rodzice dziewczyny uznali, że nie będą płodzić więcej dzieci. Tradycja jest szanowana jednak nie usprawiedliwia konieczności zabijania własnego dziecka. 

Rasa: Balaena (łac.potwór morski). Rodzą się jako normalne dzieci. Są wyłącznie płci żeńskiej. Dziecko z darem jak mówi się o balaenach może urodzić się ze związku balaeny z mężczyzną oraz ze związku zwykłej kobiety z mężczyzną. Jak rozpoznać, że dziecko posiada w sobie dar? Kilka dni po narodzinach włosy noworodka zaczynają robić się rude co jest charakterystyczną cechą u tej rasy. Koloryt oczu może być każdy jednak zawsze jest on zamglony. Najważniejszym jednak czynnikiem, który utwierdza rodziców w przekonaniu, że z dzieckiem jest coś nie tak, jest skóra. Z każdym dniem staje się coraz bardziej sucha. Brakuje jej wody - naturalnego środowiska w jakim żyją te stworzenia. Małżeństwa, które wiedzą co to oznacza od razu szukają w pobliżu domu stawu, czy jeziorka i zanoszą tam dziecko. Jednak te rodziny, które nie mają o tym pojęcia najczęściej radzą się lekarzy, którzy są bezradni. Często dochodzi do tzw “wyschnięcia” i dziecko umiera. Te rodziny, które wiedzą, co dzieje się z ich potomkiem wkładają dziecko do wody. Nie muszą się obawiać, że utonie. Jest to niemożliwe. W kontakcie z wodą momentalnie włosy dziecka robią się białe, skóra równie jasna, usta naturalnie sinieją do niemal czarnego koloru a oczy nabierają zwierzęcego wyrazu. W dolnej części karku pojawia się para skrzeli, która znika gdy skóra traci kontakt z wodą. Na całym ciele pojawiają się srebrzyste runy. Dziecko od razu zaczyna pływać a jego organizm ewoluować. Balaeny bardzo szybko się rozwijają w wieku dziecięcym. W ciągu około pięciu lat zyskują postać dwudziestoletniego człowieka. Potem proces zwalnia. Przejdźmy jednak do samej specyfiki rasy. Zdolności, które posiada może wykorzystywać jedynie w wodzie, poza nią to zwyczajny, niczym nie różniący się od innych człowiek. Tak więc bardzo łatwo można ją uśmiercić. Do jej zdolności pod postacią balaeny należy zdolność oddychania, nadludzka siła. Każda balaena posiada dar uwodzenia, co często staje się niebezpieczną grą. Ofiary są całkowicie nieświadome co się z nimi dzieje i potrafią zrobić wszystko o co zostaną poproszone. Wystarczy kontakt wzrokowy aby dar zaczął działać. Każda istota jest obdarzoną ogromną bezwstydnością. Przebywając w wodzie robią to całkowicie nago, taka jest ich natura. Często właśnie ich idealne ciało, proporcje wabią potencjalne ofiary. Głównym celem rasy jak wielu innych stworzeń jest silna chęć przedłużenia linii genetycznej stąd niestety osobniki te cechują się wzmożoną pobudliwością oraz pożądaniem. Co zdecydowanie jest wadą. 
Pochodzenie: Irlandia, Kilkee 
Status: Pracuje w firmie reklamowej, to marny pieniądz ale na razie nie może sobie znaleźć nic lepszego. Żyje marzeniami i usilnie wierzy, że osiągnie postawione cele.

Charakter: Octavia jest na pewno kobietą bezpośrednią. Jest prawie pewna, że ta, dominująca cecha wyrosła u niej za sprawą jej rasy. Nie boi się mówić tego co myśli, często właśnie jej myśli wychodzą na światło dzienne nie zawsze w odpowiednim momencie. Czasami wywołuje to śmiech a czasami zażenowanie i złość. Ale kto by się przejmował? Na pewno nie Octavia. Wie, że jej słowa czasami działają na szkodę ale przynajmniej osoby, które mają z nią styczność widzą z kim mają do czynienia. Nic nie ukrywa, nie ma i nienawidzi tajemnic. Dobrze ci radzę nie powierzaj jej niczego, zawsze wygada. Taka jej natura. Nie potrafi dochować tajemnicy. Myśli i analizuje głośno. Dlatego często mówi sama do siebie. Niektórzy pomyślą, że to wariatka. Po bliższym jednak poznaniu okazuje się, że to wyjątkowo ciepła osoba. Bardzo ceni sobie dobro innych, martwi się gdy ktoś czymś się zadręcza. Za wszelką cenę chce pomóc, czasami staje się nieco natarczywa. Lubi się uśmiechać i lubi gdy inni to robią. Marzy, jest kompletną marzycielką. Często możesz spotkać ją zamyśloną na ławce w parku czy w kawiarni. Marzenia są dla niej fundamentem życia. Trzyma się ich kurczowo i nie puszcza. Można śmiało powiedzieć, że ma głowę w chmurach. Zdarza jej się mówić od rzeczy i śmiać się z tego. Ale potrafi zejść na ziemię w ważnych sytuacjach. Co ją złości? Gdy ktoś jest nieuprzejmy i niewychowany. Uwielbia kulturalnych ludzi. Dużo naczytała się i naoglądała o etykiecie i wychowaniu w starych dziełach. Imponuje jej szarmancja i dobre wychowanie. Co nie oznacza, że jest sztywna. Lubi się bawić i poznawać nowe osoby. Raczej nie szuka najlepszych przyjaciół na świecie. Ludzi traktuje bardziej jako dobrych znajomych. Z każdym chce porozmawiać i czegoś się o nim dowiedzieć. Jej natura raczej nie pozwala jej na zawężenie znajomości. Prędzej czy później albo jej coś nie odpowiada albo tej drugiej stronie. Raczej woli towarzystwo facetów. Może się to też po części wiązać z jej stroną natury. Wszechobecne pożądanie nie pomaga w kontaktach z facetami więc lepiej byłoby trzymać się od nich z daleka i popijać kawę z koleżankami. Octavia jednak lubi niegrzeczną zabawę przy mocnym drinku. Jest jednak bardzo ostrożna i wie kiedy sprawy podążają w złą stronę. Gdy nie myśli to coś robi. Ciągle coś robi. Nie stoi w miejscu. Ma tysiące pomysłów, wszystko chce zrealizować. Niestety chwyta się wielu rzeczy naraz a później się nie wyrabia. Nigdy się jednak nie poddaje. Cała Octavia

Historia: Rodzice Octavi osiedlili się przed narodzeniem pierwszej córki w małym miasteczku, liczącym nieco ponad tysiąc mieszkańców. Kilkee to raj dla pasterzy i ich owiec. Tą profesją zajmowali się najczęściej ojcowie rodzin. Również ojciec dziewczyny miał swoje stado. Mąż wiedział, że jego żona jest belaeną i że ich dzieci również mogą posiąść dar. Nie martwili się. Miłość była dla nich najważniejsza. Wkrótce po zamieszkaniu w chatce z kamieni urodziła się pierwsza córka. Przepiękna ciemnowłosa dziewczynka, której nadano imię Fiona. Włosy dziecka jednak nie jaśniały i pewne było, że dziecko pozostanie dzieckiem na długo. Rok później urodziła się kolejna ciemno włosa Liliana. Trzecia córka odziedziczyła włosy po matce, rude. Jednak nie była dzieckiem z darem. Ona również nie potrzebowała kontaktu z wodą. Dopiero czwarta, Julia okazała się być belaeną. Po niej urodziła się kolejna, zdrowa córka i wreszcie Octavia z darem. I w tej rodzinie był to koniec obdarzonych. Gdyż dwie kolejne dziewczyny również okazały się zwykłym ludzkim potomstwem. Gdy urodził się chłopiec Octavia i Julia wyglądem przypominały nastolatki, reszta dzieci była zbyt mała i gdy matka powiedziała, że chłopiec zmarł po porodzie wierzyły, że to prawda. Octavię i jej siostrę czekała trudna rozmowa na temat tradycji, które panują wśród ludzi z darem. Szokująca okazała się ta, która nakazywała zabijać nowonarodzonego męskiego potomka. “Tradycje ponad wszystko” tak zakończyła rozmowę z dziewczętami matka. W jej zamglonych oczach widać było jednak nieopisane cierpienie. Pięć lat po narodzinach Octavia osiągnęła wygląd dwudziestoletniej kobiety i opuściła rodzinę z zamiarem doświadczenia w życiu czegoś nowego. Szybkie dorastanie skończyło się i Octavia mogła się cieszyć długą młodością. Zdobywała wiedzę, gdy coś jej się nie podobało po prostu z tym kończyła i zaczynała coś nowego. Dużo podróżowała i nigdzie nie czuła się jak w domu. Bywały okresy, że po kilka miesięcy spędzała pod wodą i nie wypływała. Teraz chce spróbować tutaj w Salem. Perspektywa poznania innych nadnaturalnych osobników napawa ją ekscytacją.

Aparycja: X
Pod postacią człowieka jest średniego wzrostu kobietą. Przepiękne rude włosy spływają na ramiona, zawsze rozpuszczone, lekko zakręcone. Posiada jasne oczy o delikatnej niebieskiej barwie, zawsze rozmarzone. Ma idealnie gładką skórę na całym ciele. Uwielbia ryzykować z modą. Czasem ma dni kiedy wyciąga z szafy za duże na nią koszule, geometryczne swetry, stare sukienki o prostych krojach a czasem wybierze coś bardziej dzisiejszego, modny top odsłaniający jej delikatnie wyrzeźbiony brzuch. Wąskie spodnie z dziurami czy letnią spódniczkę. Bardzo lubi kupować ubrania. Często ma w szafie rzeczy, które zakłada dopiero po kilku latach od kupienia ale zawsze ubiera. Bardzo lubi nosić zegarki, ma ich mnóstwo. Różnego wzroku, kształtu i koloru. Zdarza jej się nawet ubierać dwa na jedną rękę jak bransoletki. Pod postacią balaeny jej włosy wydłużają się trzykrotnie i nabierają białej barwy. Również skóra staje się jeszcze bledsza niż dotychczas i pojawiają się srebrne runy. Na całym ciele. Jest to w przybliżeniu historia rasy.

Zainteresowania/Ciekawostki: Uwielbia czytać książki, oglądać filmy i seriale o dawnych epokach. Czytać ciekawostki na ich temat. Jak kiedyś żyli ludzie. Jakie były zwyczaje i relacje. Fascynują ją dawny świat. Umie grać na gitarze i fortepianie. Ogólnie jest zwolenniczką wszystkich nowych rzeczy więc gdy ma okazję chwyta się wszystkiego.Dlatego trenowała już w swoim życiu siatkówkę, szermierkę, karate, strzelectwo, jeździła na nartach i konno. Obecnie jest zakochana w tańcu. Głównie tym towarzyskim ale stara się też polepszać swoje umiejętności w balecie. Chodzi również na siłownie. Uwielbia oczywiście pływać. Z oczywistych względów nie robi tego publicznie. Bardzo lubi się przytulać. Dlatego często robi to z każdą nowo poznaną osobą. Nie ważne czy jest to staruszka, której pomogła zejść ze schodów czy jej wykładowca. Każdy zasługuje na przytulasa.

Towarzysz: Avery


Kontakt: Nikczemna

piątek, 2 lutego 2018

Od Doriana CD Junsu

Gdy Dorian wyszedł z baru zdał sobie sprawę, jaką głupotę zdarzyło mu się właśnie zrobić. Obejmowanie obcych osób po wylaniu na nich alkoholu? Brzmi jak początek nieśmiesznej komedii romantycznej, w której jego rolą była gra nieśmiałego i wręcz okropnie irytującego partnera. Nie miał ochoty nigdzie iść. Nie miał nawet najmniejszej ochoty wracać do swojego miejsca zamieszkania. Zdawało mu się, że każda, nawet najmniejsza istota ludzka zdaje się z niego śmiać. Pewnie popadał powoli w jakąś paranoję lub schizofremię, lecz Dorian nie miał żadnego pojęcia o chorobach psychicznych. Może dlatego nie dostał się na wymarzone studia. Stał przed budynkiem i nie miał pojęcia, gdzie właściwie miałby się teraz udać. Jedynym miejscem, jakie nasuwało się chłopakowi do głowy to jeden z tutejszych moteli, który oferował nocleg w bardzo przyzwoitych cenach, jednak nie rozumiał, czemu miałby spać w motelu, kiedy posiadał już swoje teraźniejsze miejsce zamieszkania. Bał się jednak konfrontacji z zamieszkującą tam kobietą, gdyż na pewno zbeształaby go solidnie za jego stan. Chłopak nie dziwił się zbytnio rudowłosej pani domu. Jego błękitna lniana koszula przykleiła mu się do torsu z powodu duchoty, jaka panowała w sali, a przydługawe końcówki włosów wpadały mu do oczu. Powieki miał półprzymnięte i wpatrywał się smętnie na niebo, które wyglądało tego wieczoru zjawiskowo. Całkiem możliwe, że za każdym razem było takie same, ale tej nocy był dopiero na tyle trzeźwy, by zwócić na to uwagę. Na myśl o alkoholu żołądek związał się w ciasną pentlę, jakby nie chciał już nigdy przyjmować tej substancji. Ze wzruszeniem wpatrywał się w gwiazdy i rozpoznając niektóre konstelacje. Kiedy był mały, zawsze marzył, by polecieć gdzieś daleko, lecz nie wiedział, że nigdy nie będzie miał takiej możliwości. Dzieciństwo zdawało się być takie ulotne i odległe. Westchnął cicho i ruszył w nienznanym mu kierunku. Nie ogłądał się za siebie, nie patrzył zbytnio, gdzie idzie. Nie znał miasta, jak własnej kieszeni, ale nie było zbyt dużej szansy, by chłopak się zgubił. Nie był zbyt zdziwiony, gdy trafił na pobliską stację benzynową. Była ona dość dobrze wyposarzona, więc stwierdził, że weźmie prysznic w łazience, jaka była dostępna dla wszystkich. Wkroczył do środka i starając się nie zachaczyć o żaden produkt dostępny w sklepie, podążył w stronę drzwi. Pulchna brunetka wpatrywała się w niego z obojętym wyrazem twarzy i rzuciła szybkie "Tylko proszę się streszczać", jakby Dorian zamierzał urządzać tajną imprezę w miejskiej toalecie. Popchnął czubkiem buta drzwi i wszedł do jednej z kabin prysznicowych. Była obszerna i na jego szczęście pachniała środkami czystości. Szybkimi ruchami, jakby mechanicznie zdjął z siebie wszystkie ubrania. Zadrżał lekko, kiedy ku jego zaskoczeniu z prysznica poleciała zimna woda. Zawsze myślał, że w takich miejscach otrzyma przynajmniej ciepłą wodę, ale mylił się. Temperatura sprawiła, że ciało Doriana wcale nie rozluźniło się i odprężyło, lecz był teraz jeszcze bardziej ponury i wyraźnie zaskoczony całym obrotem zdarzeń. Niewiele myśląc, naciągnął na siebie wszystkie rzeczy i wyszedł z lokalu. Czuł się gorzej i na dodatek było mu zimno. Przeklinał się w myślach za to, że nie wziął ze sobą żadnej kurtki. Swoje kroki skierował ku pobliskiemu parku. Nie wiedzieć dlaczego zawsze, kiedy nie miał gdzie iść, szedł ku tym starym drzewom i rozmyślał. Z włosów kapała mu wciąż woda i zastanawiał się, czy gdyby został dość długo na mróźnym dworze umarłby, a jego włosy pokryłyby się szronem. Podobno hipotermia nie była zbyt ciekawym sposobem na śmierć, ale chłopaka wyraźnie intrygowały jego lekkie loki pokryte szronem i blada twarz w wyobraźni. Zapewne bardziej przypominałby trupa z lodówki, niż króla śniegu, ale dalej nie zdawał sobie z tego sprawy. Usiadł na pobliskiej ławce i wpatrywał się w śnieg, który lśnił w świetle pobliskiej lampy. Nie wiedział na co czeka. Coraz częściej zdarzały mu się sytuacje, w których nie pamiętał czym w sumie się kierował. Nagle usłyszał trzask śniegu i kroki, które były kierowane w jego stronę. Spojrzał w kierunku hałasu i spostrzegł tego samego mężczyznę, którego objął w barze. Na samą myśl o tym zawstydzającym wydarzeniu, twarz Doriana ozdobiła purpura. Miał nadzieję, że nie będzie go pamiętać. Wstał i popatrzył w jego stronę, garbiąc się lekko. Nie wiedział, czy chłopak w ogóle będzie chciał z nim rozmawiać po tak okropnym zwrocie sytuacji. Gdy mężczyzna był wystarczająco blisko, by go usłyszeć, chłopak zdecydował, że jako pierwszy odezwie się do Azjaty. Nie miał na to najmniejszej ochoty i bał się tak bliskiej konfrontacji, jednak w jakiś sposób chciał bliżej poznać bruneta. Otworzył usta i wypuścił z ust obłok pary, gdy ten popatrzył na niego zdziwiony, jakby był ostatnią osobą, jaką spodziewałby się tu zobaczyć. Wbił wzrok w swoje buty.
- Czy mógłbym panu jakoś pomóc? - zapytał i jedyne co narazie otrzymał to głucha cisza i pohukiwanie sowy.

Junsu?

Od Doriana Cd Dżumy


Pamiętacie ten okres w waszym dorastaniu, kiedy wymarzonym zajęciem była praca w Starbucksie? Wręcz marzyliście o wydawaniu gorącej kawy, rysowaniu po kubkach i rozmawaniu z przystojnymi oraz pięknymi nabywcami waszych napojów? Dorianowi wydawało się, że tak właśnie będzie wyglądała jego praca. Jednak został niemiło zaskoczony, gdy otrzymał kartkę pełną numerów kartonów, a nie miejsce przy ladzie, gdzie pachniało niebiańską kawą. Stał jak zaczanowany przed wielkimi stertami pudeł, jakby te miały same poznajdywać się i ulżyć mu pracy. Oczywiście, że był przygotowany na to, że będzie miał nieźle pod górkę z pracodawczynią, jaką była Katherine, ale nawet w najdziwniejszych snach nie spodziewał się, że swoją karierę skończy sortując kartony. Nerwowo przeczesał włosy palcami i podrapał się po tyle głowy. Im szybciej skończy, tym szybciej dostanie jakąś ciekawszą pracę, prawda? Rozejrzał się po pomieszczeniu. Strzepnął z ramienia drobinki niewidzialnego kurzu i zabrał się do podnoszenia i sprawdzania numerów na wierzchu każdego opakowania. Nie był pewien, czy może zaglądać do środka, ale ciekawość wygrała ze zdrowym rozsądkiem. Był pewnien, że "książki", o których mówiła dziewczyna okażą się prehistoryczną kolekcją talerzy, ale jak się okazało nie było to żadne kłamstwo, ponieważ gdy tylko otworzył pierwszy z dwudziestu prawidłowo odnalezionych kartonów, w środku odnalazł tylko dużą ilość małych tomików poezji. Nie był zbytnim znawcą starych przedmiotów, ale nie trzeba było nim być, by wiedzieć, że są conajmniej cenne. Szybkim ruchem ręki zamknął wieko nieusatysfakcjonowany tym, co zobaczył. Czas spędzony na znajdywaniu dobrych kartonów ciągnął mu się niemiłosiernie. Przewrócił oczami, kiedy domniemana szóstka okazała się być dziewiątką i musiał dalej szukać ostatniego pudła. Zdawało mu się, że przeszukał już każde, nawet najmniejsze pudło. Zaczął już nawet otwierać i przewracać do góry dnem w puszkiwaniu nieszczęsnej liczby dziewięć. Już chciał wyjść i oznajmić rudowłosej, że jej żart z pudłem, którego nie ma, nie przypadł mu zbytnio do gustu, lecz gdy tylko odwrócił się w kierunku drzwi, zauważył, że karton z jaskrawo różowym napisem "dziewięć" leżał w rogu najbardziej oddalonym od reszty. Zdziwił się, gdy napotkał tak rażący w oczy kolor, który wyraźnie różnił się od innych. Zastanawiał się również, dlaczego kobieta pisała każdą cyfrę słownie. Może istniał jakiś konflikt pomiędzy nią, a liczbami? Była to jedna z rzeczy, o których myślał Dorian i którymi nie było sensu zaprzątać sobie głowy. Chłopak nic nie poradzi na to, że zawsze zwraca uwagę na szczegóły. Zanim ułożył wszystkie pudła na stosie, spojrzał jeszcze na wnętrze, jakie skrywał "różowy" karton. Starał się otworzyć wieczo jedyn palcem, jakby bał się mocnego starcia z nadnaturalnymi i wyraźnie widocznymi siłami boskiego kartonu. Ku jedo zaskoczeniu w środku, na wielkim stosie książek znajdowała się srebrna kolia. Chłopak otworzył szerzej oczy w wyrazie zdumienia. Była wysadzana jakimiś nieznanymi mu kamieniami, które lśniły w nikłym świetle żarówki. Może różowy kolor czcionki oznaczał "Uwaga! Tutaj schowana jest przeźliwie droga biużuteria i święci się bardziej, niż słońce w samo południe!"? Bez większego zastanowienia zabrał wszystkie kartony do lokalu, zostawiając kolię na samym wierzchu, by pokazać ją właścielce. Kobieta była ściśle zapatrzona w dokumenty i nawet nie zauważyła, że Dorian wyszedł z pomieszczenia i ustawił kartony koło jej stolika. Długo zostanawiał się nad tym, co miałby jej powiedzieć. Wreszcie przemówił dość chrypliwym głosem zwracając uwagę kobiety. 
- Pomyślałem, że może Ci się to spodobać. Masz wiele wspaniałych i cennych rzeczy, które mogłabyś sprzedać z zyskiem. - odpowiedział i wyciągnął w jej stronę kolię.
Kobieta kiwała na jego słowa głową niespecjalnie przyjmując ich do świadomości. Nie zdawała się w ogóle brać pod uwagę tego, co chłopak miał do powiedzenia.
- Dobrze, dobrze.. - odparła i sięgnęła dłonią po znalezisko. Syknęła dość głośno, jak wąż nadepnięty stopą, zwracając na siebie uwagę dziewczyn uwijających się wokół klientów. Chłopak obserwował ją szeroko otwartymi oczami, wzrok skierował na dłoń pokrytą czerwonymi pręgami. Wyglądało jak dość głębokie poparzenie. Nie zdążył nawet zareagować jakimkowiek czynem, gdyż ta wygodniła go jak najszybciej z powrotem do małego pokoju.
- Wracaj do pracy. - warknęła gardłowo. 
Dorian był w niemałym szoku, kiedy znowu wyłądował sam na sam z kartonami, ale tym razem nie miał zielonego pojęcia, co takiego ma za zadanie robić. Kobieta wyglądała na wściekłą jego zachowaniem, ale zdawało mu się, że tak ukryła swoje zakłopotanie. Może miała alergię na srebro? Chłopak rozwiał ten pomysł. Przypomniały mu się istoty nadprzyrodzone z książek i bajek. Może Katherine nie była człowiekiem?
- Dorian! Nie bądź śmieszny! - skarcił sam siebie szeptem.
Usiadł na niewygodnych panelach i już wyobraził sobie minę swojej matki, która powiedziałaby, że właśnie teraz sprząta podłogę swoimi pośladkami. Jednak nie było nikogo, kto mógłby naprawdę zwócić uwagę na jego czyny.Mężczyzna ze znudzeniem wpatrywał się w przeciwległą ścianę. Pomysły na to, co można zrobić skończyły się już dawno. Poukładał resztę kartonów w rzędzie i upewnił się, że znalazł wszystkie, które miał za zadanie znaleźć. Nie wiedział ile czasu upłynęło od dziwnego zachowania rudowłosej. Stwierdził, że pora wrócić do jej stolika i przeprosić za swoje czyny. Westchnął cicho, wstał i otrzepał swoje spodnie z kurzu. Uchylił lekko drzwi, by sprawdzić, czy kobieta jest na swoim stałym miejscu. Nie zdziwiło go, gdy spostrzegł ją w rogu lokalu i czytającą książkę, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Wyszedł i szybkim krokiem udał się do dziewczyny. Gdy dotarł na miejsce, popatrzyła na niego ze zdziwieniem, jakby myślała, że po tym wydarzeniu ucieknie gdziekolwiek, byle nie zostać w kawiarni. Chłopak odwrócil wzrok.
- Przepraszam, że wtrąciłem panią w zakłopotanie. - powiedział cichym glosem Dorian, w ostatnim momencie dodając do swojej wypowiedzi słowo "pani", sądząc, że jakimś cudem sprawi, że oboje zapomną o tej sytuacji.

Dżuma?