środa, 7 lutego 2018

Od Doriana CD Junsu

Dorian nie myślał trzeźwo obejmując nieznajomego, pytając go i chcąc mu pomóc. Gdyby nie był pijany, napewno zarumieniłby się tylko i uciekł ze wstydu nie okazując emocji, a potem wróciłby znów do baru i upiłby się jeszcze bardziej, by zaropić swoje smutki w alkoholu. Jednak chłopak nie był trzeźwy. Był zrozpaczony, pijany i szukający jakiegokolwiek źródła pomocy, jaką mógłby mu oddać ktokolwiek. Jednak wszyscy ludzie, jakich napotkiwał na swojej drodze, okazywali się być egoistami, którzy strzegli źródła swojego szczęścia, nie chcąc się nim podzielić z kimkolwiek. Teraz, kiedy nawet wcześniej spotkany Azjata uważał go za jedynie szybką pomoc w znalezieniu drogi do baru, chłopak zdał sobie sprawę, jak bardzo niepotrzebnym człowiekiem musi być. Nie chciał go odprowadzać. Nie chciał znów przeżywać rozczarowania, kiedy chłopak zwyczajnie mu podziękuje i będzie musiał odejść. Nie chciał znów zostawać sam ze swoimi wszystkimi lękami. Był zmęczony wszystkimi przytłaczającymi emocjami, jakie przyżywał. Czuł na sobie wzrok mężczyzny. Wiedział, że patrzy na niego oczekująco i zastanawia się, czemu musiał trafić akurat na niego. Nikt raczej nie cieszy się z zziębniętego i pijanego przewodnika. Dorian nie chciał patrzeć w jego stronę. Wiedział, że jedyne co zobaczy, to rozczarowanie nieporadnością mężczyzny. Czuł, że z minuty na minutę coraz bardziej zamienia się w kostkę lodu, ponieważ zwiewna, lniana koszula nie ogrzewała w żaden sposób jego ciała. Nie chciał wypaść jeszcze słabiej w oczach bruneta, więc powstrzymywał szczękanie zębów, choć było to nadzwyczaj trudne. Nie miał zamiaru wracać do baru. Stwierdził, że spróbuje namówić go, by ten wrócił do hotelu. Wiedział, że jest niezbyt przekonujący.
- Nie chciałbyś wrócić do hotelu? Jest już późno. - powiedział.
W parku znów nastała martwa cisza. Z nosa Doriana wydostawały się obłoczki pary, a on sam nie był pewnien, ile czasu zajęło odpowiedzenie chłopakowi.
- Jeśli sądzisz, że tak będzie lepiej. - westchnął. - Zatem prowadź. - dodał szybko, kiedy zobaczył zakłopotanie w jego oczach.
Brunet ruszył od razu, jakby mechanicznie. Była to jedyna rzecz jaką potrafił robić. Wykonywać polecenia. Chyba, że sam próbował coś sobie rozkazać lub wytłumaczyć. Wtedy kończyło się to poważną klęską. Nawet nie patrzył za siebie, by sprawdzić, czy na pewno za nim idzie. Nie zastanawiał się, czy zmierza w dobrym kierunku. Nogi same kierowały go do celu. Wyłączył myślenie i patrzył się tępo przed siebie. Wyglądał, jakby wymienienie dwóch zdań z kimkolwiek wyprało go z jakichkolwiek emocji. Nie zamierzał analizować, jak spędzi jutrzejszy dzień, ile alkoholu wypije jutro. Liczyło się dla niego tylko dojście do hotelu. Z jednej strony zabójczo pragnął poznać Azjatę, a z drugiej jedyne o czym marzył, to uciec w najdalsze zakamarki tego miasta i zapomnieć o oczach, które sprawiały, że chciał, by to on został jego powiernikiem sekretów. Przed oczami co chwilę pojawiały mu się mroczki, które przepędzał szybkim mrugnięciem i zacięcie twierdził, że nic mu się nie dzieje i jest to sprawa niskiego ciśnienia. Przeciskał się przez wąskie uliczki i ślizgał na śliskiej drodze. Wiele razy nieznajomy musiał go potrzymywać, kiedy ten potykał się choćby o próg, co wprowadzało Doriana w niepokój, ponieważ okropnie bał się jego dotyku, jakby myślał, że ten wyrządzi mu jakąkolwiek krzywdę. Brunetowi coraz częściej miłość myliła się z nienawiścią, a strach z jego brakiem. Czasem ktoś, kogo znasz całe życie przestaje być kimś znanym i staje się nieznajomym w cudowny, przedziwny sposób. To właśnie czuł, gdy patrzył lub myślał o nim. Był mu zupełnie nieznany, ale podobało mu się to bardzo. Po kilkunastu minutach doszli na miejsce. Zatrzymał się i w milczeniu patrzył na mury hotelu. Wygląda na to, że chłopak był już wcześniej tutaj, ponieważ kiedy tylko przekroczyli próg budynku, wyciągnął klucze z kieszeni i podszedł do windy i wcisnął przycisk z drugim piętrem. Dorian wpatrywał się w niego w osłupieniu. Właśnie teraz nastała pora, by ten odszedł i zapomniał o chłopaku, zatapiając wszystko, co było z nim związane w alkoholu, jednak nie umiał się do tego zmusić. Azjata popatrzył na niego pośpiesznie.
- Nie idziesz? - zapytał.
Brunet był conajmniej w szoku. Chłopak wyraźnie oczekiwał, że on pojedzie z nim windą, do jego pokoju. Nie mógł przecież tego zrobić. Oczywiście, że był już cały przemarznięty i wykończony, ale jeszcze nigdy nie słyszał o tym, by ktoś zapraszał obcego do swojego lokum w hotelu.
- Ja? - szepnął cicho, ale tak, by był słyszalny.
Mężczyzna przewrócił oczami, wyraźnie zirytowany tym, że musi nadużywać swojej dobroci. 
- Wyglądasz okropnie. - rzucił. - Możesz spać na sofie, jeśli ci to nie przeszkadza.
Nie spodziewał się, że pozwoli mu siebie odprowadzić, nie mówiąc już o propozycji noclegu. Jednak zmęczenie wygrało z jego wachaniem i zgodził się na jego dobroduszną decyzję. Drogę od holu do pokoju przebyli w milczeniu. Dorian opierał się o ścianę idąc w kierunku numeru 194, który wyczytał z jego kluczy. Ledwo trzymał się na nogach. Słysząc szczęk otwierającego się zamka, zdał sobie sprawę, jak bardzo musiał być w tyle. Ostatkami sił przyśpieszył i wszedł do pokoju. Nie różnił się on zbytnio od tych, w których bywał. Nie dbał on zbytnio o to, jak źle teraz wygląda i jak źle musiał wypaść przy Azjacie. Ściagnął buty w przedpokoju i ruszył w stronę sofy. Położył się na jej przegu i zwinął się w kłębek. Wyglądał, jakby chciał zniknąć w tym jakże obszernym meblu. Nie pamiętał ile czasu zajęło mu zaśnięcie. Nie pamiętał łez, które spływały mu po policzkach. Nie pamiętał, jak bardzo zimno było mu, kiedy zasypiał. Jedyne co czuł, to wzrok mężczyzny, który spoczywał na nim, od chwili, w której przekroczył próg pokoju.

Junsu? Proszę cię, rusz tą fabułą.

poniedziałek, 5 lutego 2018

Od Octavi

Wysiadłam z samochodu pośpiesznie, porwałam z siedzenia wypchaną torbę i ruszyłam prawie biegiem do starych zielonych drzwi, z których schodziła farba. Musiałam się jednak cofnąć aby zamknąć samochód. W końcu stoję przed tym nowym światem z Averym u boku i listą rzeczy do kupienia do nowego domu. Co prawda nie można było nazwać tego domem. Budynek był mały i obskurny. Znajdowały się w nim podstawowe pomieszczenia. Na dole niewielki salon połączony z kuchnią a na górze jeden duży pokój, jeden mały i łazienka. Nie był to szczyt marzeń ale na pewno początek góry. Od czegoś w końcu trzeba zacząć. Uszczuplony budżet po wycieczce do Włoch nie pozwalał na większy luksus. 
Z uśmiechem przekroczyłam próg i zatrzasnęłam skrzypiące drzwi.
- Nowe życie otwiera się przed nami Avery! - wrzasnęłam do psa, który już zaczął obwąchiwać ściany. Godzina była wczesna więc miałam mnóstwo czasu aby zacząć remont. Mój telefon zawibrował, co nie zdarzało mu się często o tej porze. Na ekranie widniało powiadomienie z czatu. Zaskoczyła mnie ta informacja, dawno nikt się nie odezwał. Podekscytowana jak mała dziewczynka usiadłam na fotelu wzniecając przy tym tumany kurzu w powietrze i odblokowałam telefon.
Someone: Witaj nieznajoma, pracowity dzisiaj dzień u Ciebie się zapowiada czy leniuchujesz?
Podobnie jak mój profil i ten nie miał zdjęcia profilowego ani żadnych danych, które mogłyby zdradzić kim jest rozmówca. Ekscytacja rosła.
Fish: Oj pracowity! Nawet nie wiesz jak bardzo Ktosiu.
Tak nazwa dosyć śmieszna w mojej sytuacji, ale kto by się przejmował. Odłożyłam telefon i zabrałam się za pracę. Miałem przed sobą mnóstwo rzeczy do zrobienia. Przebrałam się w ciuchy, których nie było mi szkoda i wzięłam się za pracę. Zaczęłam od ściągania z okien desek aby wpuścić do środka trochę światła. Następnie zaczęłam zamiatać, wycierać kurze, odkurzać i zmywać podłogi. Dochodziła godzina siedemnasta gdy dom był jako tako ogarnięty. Teraz został mi już tylko zakup najpotrzebniejszych rzeczy. Tylko i aż. W tym miesiącu mogłam sobie pozwolić na rzeczy niezbędne. Czyli materac na górę oraz lodówkę. Gazówkę podłączył mi w zeszłym tygodniu sąsiad, który był tak życzliwy, że podarował mi swoją starą. Przemiły człowiek. W pralkę wyposażę się za kilka tygodni a szafy na szczęście są w domku więc mam gdzie schować multum ubrań, które leżą w samochodzie. Usiadłam znów na stary, tym razem odkurzony fotel aby trochę odpocząć. Przy okazji spojrzałam na telefon, na którym widniały nowe wiadomości od mojego nowego nieznajomego.
Someone: A co Cię tak zmusza do pracy? Dlaczego Fish?
Fish: Nic mnie nie zmusza. To czyste chęci polepszenia warunków bytowania. Lubię ryby. A Ty? Dlaczego Someone? Czysty przypadek?
Odbiorca nie był aktywny więc przejrzałam jego profil. Ze zdumieniem stwierdziłam, że jego lokalizacja jest oddalona od mojej zaledwie cztery kilometry. Schowałam telefon do torebki i ruszyłam do samochodu. Na dzisiaj zostało mi już tylko kupno materaca. Lodówką zajmę się jutro. Odpaliłam samochód i ruszyłam do najbliższego sklepu z agd. W drodze poczułam wibracje telefonu. Na ekranie znów pojawiło się znane mi z rana powiadomienie.

Someone? :>

niedziela, 4 lutego 2018

Od Junsu CD Doriana


 Błądziłem po okolicy, zastanawiając się nad wszystkim, co wydarzyło się w ostatnim czasie. Szrama po utracie kogoś ważnego będzie na moim sercu. Przywiązanie i zauroczenie to najgorsze rzeczy, które mogą spotkać nas w życiu, szczególnie jeśli tracimy kogoś, kto jako jedyny wyciągnął do nas dłoń. To wszystko musiało się kiedyś skończyć, ale nie sądziłem, że ten koniec nadejdzie aż tak szybko. Dlaczego to trwało na tyle krótko, bym zdołał się przywiązać do niego? Dlaczego rozpaliły się we mnie jakiekolwiek uczucia w stosunku do mężczyzny? Nie rozumiałem tego. Czy to z jakiegoś konkretnego powodu coś do niego poczułem? Czy może tak wyszło?
Tak najłatwiej wszystko można by było to tłumaczyć, bez dążenia do jakichkolwiek wyjaśnień. Niestety, ale nie potrafiłem odgonić niepotrzebnych myśli.
Nawet spacer mi w niczym nie pomagał, wręcz przeciwnie, wszystko pogorszył, co było wręcz irytujące.
Mijałem wielu przechodniów, którzy w dziwny sposób się na mnie patrzyli. Ich myśli mnie bawiły, ale starałem się zachować powagę chociaż w tym momencie. Nie przejmowałem się opinią publiczną. W końcu nie będę udawał kogoś, kim nie jestem, nieprawdaż? Poprawiłem włosy, kręcąc słabo głową, a nikły uśmiech pojawił się na moich ustach. Jedni przechodni rozmyślali o tym, co takiego zrobiłem, że moje ubranie było ubrudzone, a woń alkoholu, którą było ode mnie czuć, cóż, sądzili, że się upiłem i dlatego tak wyglądam. Inni zaś mnie ignorowali, jakbym w ogóle nie istniał i nie minęli mojej osoby. Aczkolwiek ci drudzy bardziej mi odpowiadali. Byli neutralni w stosunku do widoków takich osób jak ja. Nawet już nie zwracali uwagi na takie persony. Czy im się dziwiłem? Nie. W tym wieku wiele rzeczy już jest czymś „normalnym”, nawet na porządku dziennym. Czasy się zmieniają.
Czasami jest zaskakiwany przez to, co teraz widzę, ale już w mniejszym stopniu niż na samym początku tego wszystkiego. Nie zwracam już na to uwagi. Nic nie zmienię tutaj, bo nie mogę. Nie mam takiego wpływu na ludzi, a nawet jeśli bym miał, co by mi to dało? Powrót do czasów, w których się urodziłem? Niestety, to niemożliwe. Dlaczego? Otóż odpowiedź jest prosta. Ludzie z tamtego wieku są całkiem inni do tutejszych ludzi, z obecnych czasów. Jak ogień i woda, wielka przepaść jest między nimi, więc takie działania są zbędne.
Oczywiście nie wszyscy są tacy sami, trafiają się wyjątki, które są pewnego rodzaju diamentami, szafirami, trzeba o nie dbać, ale nie zawsze jest to możliwe.
Cicho westchnąłem, przeczesując włosy. Podniosłem głowę do góry, rozglądając się dookoła, tym samym zataczając kółko wokół własnej osi. To był jakiś park, opuszczony, przynajmniej o tej godzinie. Przetarłem twarz dłońmi, uśmiechając się pod nosem. Można wrócić do przemyśleń, które męczą od momentu opuszczenia lokalu. Co by się stało, gdybym tam pozostał dłużej? Nie wiem dokładnie, lecz jednego byłem pewien. Natrętne myśli, by mnie nie dosięgły i byłoby o wiele łatwiej, ale nie można mieć wszystkiego i trzeba się z tym pogodzić.
- Ah… nie wiem gdzie jest, brak żywej duszy na drodze. Jak nazywał się tamten hotel? Hm… no cóż, w razie czego będzie można podpytać… choć zapytanie się o powrót do tamtego lokalu będzie łatwiejsze – powiedziałem sam do siebie.
Podobno jak człowiek mówi sam do siebie; to staje się mądrzejszy. Ciekawe ile było w tym prawdy, a ile wymyślonych rzeczy przez ludzi. W sumie, nie wiedziałem nawet skąd ta myśl się wzięła, aczkolwiek do tego nie dążyłem. Może kiedyś będzie mi się chciało.
Rozglądałem się po okolicy, w której się znajdowałem. Ciekawiło mnie to, jak wygląda tutaj za dnia.
Jednak moje rozmyślanie zostało przerwane przez jakąś osobę. Mimowolnie spojrzałem przed siebie, zastając tego samego mężczyznę, co wtedy, w barze. Zostałem przez niego oblany alkoholem, który jeszcze do końca nie wsiąkł w moją koszulkę. Później zostałem przytulony przez nieznajomego.
Czyżbym znowu nie wyczuł nikogo w pobliżu przez swoje rozmyślanie? Na to wskazuje osoba przede mną.
Przyglądałem się nieznajomemu, zastanawiając się, co tutaj robił. Czy miałem zamiar o to pytać? Niekoniecznie. W końcu to nie moja sprawa, nieprawdaż?
Cisza panująca między nami była dość uciążliwa, aczkolwiek została przerwana przez odgłosy wydawane przez sowy.
- W sumie, przydałaby mi się pomoc – mruknąłem, spoglądając na obcego mężczyznę. – Którędy najszybciej wrócić do baru Loft? – zapytałem. Będąc szczerym, nie chciało mi się szukać nikogo innego w pobliżu, bo tak naprawdę mogłem już nie spotkać na drodze kogokolwiek innego. Dlatego też postanowiłem wykorzystać szansę, która była mi dana.

Dorian?

Od Insomni CD Leona

Wytarłam dłonie ubrudzone krwią w chustkę, którą ktoś mi podrzucił. Wokół mnie i kilku innych osób zebrał się spory tłum gapiów. W końcu stłuczka była poważna, pierwszy samochód wjechał w dość spore drzewo, a drugi dachował. Na szczęście nikt nie odniósł wielkich obrażeń. Skończyło się na złamaniach i stłuczeniach. Ja sama opatrywałam młodą kobietę, na oko pięć, może sześć lat starszą ode mnie. Była pasażerką drugiego auta, którego szyba rozcięła jej czoło i przejechała milimetry od tchawicy. Miała niezwykłe szczęście, naprawdę. Jednak, by być dobrą uzdrowicielką powinnam umieć coś więcej, niż robienie opatrunków i zszywanie ran. Stąd postanowienie na odwiedzenie biblioteki. Dotarłam tam w niecały kwadrans, wcześniej zmywając resztki posoki z rąk. Nie chciałam przecież wyglądać, jak jakiś morderca.
Pchnęłam potężne, ciężkie drzwi, wchodząc do biblioteki. Powitały mnie głośnym skrzypnięciem, którego bardzo chciałam uniknąć. Właśnie to i stukot podeszw moich botków, odbijający się echem od ścian zakłóciły niczym niezmąconą ciszę w budynku. Jednak mężczyzna siedzący za biurkiem nie zwrócił na to większej uwagi. Powitał mnie skinieniem głowy, a ja odpowiedziałam mu niemym "dzień dobry". Bibliotekarz powinien mnie kojarzyć. Może nie zjawiałam się tutaj często, ale gdy przychodziłam, to na długi czas. Moje kroki skierowałam od razu w stronę regału z księgami zielarskimi. Dwie z nich znałam już na pamięć, czytałam je po kilka razy, by zapamiętać najważniejsze informacje. Tym razem przyszła pora na coś o alchemii i ważeniu regenerujących eliksirów. Gdybym wcześniej pomyślała o tym, że tu przyjdę, założyłabym buty na obcasie.. Choć, nie wiem, czy one w ogóle by coś tutaj dały.. Księga była kilkanaście centymetrów za wysoko i nawet, gdybym miała kozaki bym do niej nie dosięgła. Bycie małym ssie..
Pewnie nadal bym tam stała i wyklinała w myślach wzrost, gdyby nie osoba, która weszła do biblioteki. Drzwi powitały ją tak samo, jednak kroków nie mogłam usłyszeć. Jakiś czas później, ów osoba zjawiła się obok mnie. Ciemnowłosy chłopak poratował mnie, zdejmując książkę z regału.
– Żyrafa zawsze do usług – rzekł, zaśmiawszy się.
– Dziękuję – odparłam, odpowiadając mu jednocześnie uśmiechem. – Jak powinnam na Żyrafę mówić, hm?
– Leon Nataniel Chimero. Ale Żyrafa w zupełności wystarczy – przedstawił się, pochylając głowę lekko w dół. Dobre wychowanie to coś, czego można szukać ze świecą w tych czasach. 
– Insomnia Deana Misterium, miło mi – również się przedstawiłam, odbierając w końcu od niego książkę. Nie spodziewałam się, że będzie aż tyle ważyć. By ukryć zaskoczenie, szybciutko przełożyłam ją na stół, na którym już leżały dwie inne lektury.
– Zielarka? – usłyszałam pytanie.
– Blisko. Uzdrowicielka – odrzekłam, lustrując materiał przygotowany na dzisiejszy dzień. Ech.. Nauka wymaga poświęceń. Najwięcej- wolnego czasu.

Leon? Boże, ani tu ładu, ani składu.. ;_;

sobota, 3 lutego 2018

NOWI "Normalność to tylko iluzja.

To co jest normalne dla pająka jest chaosem dla muchy.”





Imię i nazwisko: Octavia Blackbeak 
Wiek: 26 lat
Płeć: Kobieta
Orientacja: Heteroseksualna
Rodzina: Ma osiem sióstr oraz jednego, nieżyjącego brata. Dla rodzin, w których urodzi się balaena najważniejszą tradycją jest posiadanie licznej rodziny. Akceptowane są tylko i wyłącznie kobiety. Dlatego gdy balaena urodzi syna jest on od razu zabijany. Matka Octavi była jedyną kobietą z darem wśród swojego rodzeństwa. Gdy wyszła za mąż wiadome było, że musi spłodzić liczne potomstwo. Tak więc, dziewczęta rodziły się po kolei. Octavia jako szósta. Chłopiec urodził się jako dziewiąte dziecko i został natychmiast uśmiercony. Po tym wydarzeniu rodzice dziewczyny uznali, że nie będą płodzić więcej dzieci. Tradycja jest szanowana jednak nie usprawiedliwia konieczności zabijania własnego dziecka. 

Rasa: Balaena (łac.potwór morski). Rodzą się jako normalne dzieci. Są wyłącznie płci żeńskiej. Dziecko z darem jak mówi się o balaenach może urodzić się ze związku balaeny z mężczyzną oraz ze związku zwykłej kobiety z mężczyzną. Jak rozpoznać, że dziecko posiada w sobie dar? Kilka dni po narodzinach włosy noworodka zaczynają robić się rude co jest charakterystyczną cechą u tej rasy. Koloryt oczu może być każdy jednak zawsze jest on zamglony. Najważniejszym jednak czynnikiem, który utwierdza rodziców w przekonaniu, że z dzieckiem jest coś nie tak, jest skóra. Z każdym dniem staje się coraz bardziej sucha. Brakuje jej wody - naturalnego środowiska w jakim żyją te stworzenia. Małżeństwa, które wiedzą co to oznacza od razu szukają w pobliżu domu stawu, czy jeziorka i zanoszą tam dziecko. Jednak te rodziny, które nie mają o tym pojęcia najczęściej radzą się lekarzy, którzy są bezradni. Często dochodzi do tzw “wyschnięcia” i dziecko umiera. Te rodziny, które wiedzą, co dzieje się z ich potomkiem wkładają dziecko do wody. Nie muszą się obawiać, że utonie. Jest to niemożliwe. W kontakcie z wodą momentalnie włosy dziecka robią się białe, skóra równie jasna, usta naturalnie sinieją do niemal czarnego koloru a oczy nabierają zwierzęcego wyrazu. W dolnej części karku pojawia się para skrzeli, która znika gdy skóra traci kontakt z wodą. Na całym ciele pojawiają się srebrzyste runy. Dziecko od razu zaczyna pływać a jego organizm ewoluować. Balaeny bardzo szybko się rozwijają w wieku dziecięcym. W ciągu około pięciu lat zyskują postać dwudziestoletniego człowieka. Potem proces zwalnia. Przejdźmy jednak do samej specyfiki rasy. Zdolności, które posiada może wykorzystywać jedynie w wodzie, poza nią to zwyczajny, niczym nie różniący się od innych człowiek. Tak więc bardzo łatwo można ją uśmiercić. Do jej zdolności pod postacią balaeny należy zdolność oddychania, nadludzka siła. Każda balaena posiada dar uwodzenia, co często staje się niebezpieczną grą. Ofiary są całkowicie nieświadome co się z nimi dzieje i potrafią zrobić wszystko o co zostaną poproszone. Wystarczy kontakt wzrokowy aby dar zaczął działać. Każda istota jest obdarzoną ogromną bezwstydnością. Przebywając w wodzie robią to całkowicie nago, taka jest ich natura. Często właśnie ich idealne ciało, proporcje wabią potencjalne ofiary. Głównym celem rasy jak wielu innych stworzeń jest silna chęć przedłużenia linii genetycznej stąd niestety osobniki te cechują się wzmożoną pobudliwością oraz pożądaniem. Co zdecydowanie jest wadą. 
Pochodzenie: Irlandia, Kilkee 
Status: Pracuje w firmie reklamowej, to marny pieniądz ale na razie nie może sobie znaleźć nic lepszego. Żyje marzeniami i usilnie wierzy, że osiągnie postawione cele.

Charakter: Octavia jest na pewno kobietą bezpośrednią. Jest prawie pewna, że ta, dominująca cecha wyrosła u niej za sprawą jej rasy. Nie boi się mówić tego co myśli, często właśnie jej myśli wychodzą na światło dzienne nie zawsze w odpowiednim momencie. Czasami wywołuje to śmiech a czasami zażenowanie i złość. Ale kto by się przejmował? Na pewno nie Octavia. Wie, że jej słowa czasami działają na szkodę ale przynajmniej osoby, które mają z nią styczność widzą z kim mają do czynienia. Nic nie ukrywa, nie ma i nienawidzi tajemnic. Dobrze ci radzę nie powierzaj jej niczego, zawsze wygada. Taka jej natura. Nie potrafi dochować tajemnicy. Myśli i analizuje głośno. Dlatego często mówi sama do siebie. Niektórzy pomyślą, że to wariatka. Po bliższym jednak poznaniu okazuje się, że to wyjątkowo ciepła osoba. Bardzo ceni sobie dobro innych, martwi się gdy ktoś czymś się zadręcza. Za wszelką cenę chce pomóc, czasami staje się nieco natarczywa. Lubi się uśmiechać i lubi gdy inni to robią. Marzy, jest kompletną marzycielką. Często możesz spotkać ją zamyśloną na ławce w parku czy w kawiarni. Marzenia są dla niej fundamentem życia. Trzyma się ich kurczowo i nie puszcza. Można śmiało powiedzieć, że ma głowę w chmurach. Zdarza jej się mówić od rzeczy i śmiać się z tego. Ale potrafi zejść na ziemię w ważnych sytuacjach. Co ją złości? Gdy ktoś jest nieuprzejmy i niewychowany. Uwielbia kulturalnych ludzi. Dużo naczytała się i naoglądała o etykiecie i wychowaniu w starych dziełach. Imponuje jej szarmancja i dobre wychowanie. Co nie oznacza, że jest sztywna. Lubi się bawić i poznawać nowe osoby. Raczej nie szuka najlepszych przyjaciół na świecie. Ludzi traktuje bardziej jako dobrych znajomych. Z każdym chce porozmawiać i czegoś się o nim dowiedzieć. Jej natura raczej nie pozwala jej na zawężenie znajomości. Prędzej czy później albo jej coś nie odpowiada albo tej drugiej stronie. Raczej woli towarzystwo facetów. Może się to też po części wiązać z jej stroną natury. Wszechobecne pożądanie nie pomaga w kontaktach z facetami więc lepiej byłoby trzymać się od nich z daleka i popijać kawę z koleżankami. Octavia jednak lubi niegrzeczną zabawę przy mocnym drinku. Jest jednak bardzo ostrożna i wie kiedy sprawy podążają w złą stronę. Gdy nie myśli to coś robi. Ciągle coś robi. Nie stoi w miejscu. Ma tysiące pomysłów, wszystko chce zrealizować. Niestety chwyta się wielu rzeczy naraz a później się nie wyrabia. Nigdy się jednak nie poddaje. Cała Octavia

Historia: Rodzice Octavi osiedlili się przed narodzeniem pierwszej córki w małym miasteczku, liczącym nieco ponad tysiąc mieszkańców. Kilkee to raj dla pasterzy i ich owiec. Tą profesją zajmowali się najczęściej ojcowie rodzin. Również ojciec dziewczyny miał swoje stado. Mąż wiedział, że jego żona jest belaeną i że ich dzieci również mogą posiąść dar. Nie martwili się. Miłość była dla nich najważniejsza. Wkrótce po zamieszkaniu w chatce z kamieni urodziła się pierwsza córka. Przepiękna ciemnowłosa dziewczynka, której nadano imię Fiona. Włosy dziecka jednak nie jaśniały i pewne było, że dziecko pozostanie dzieckiem na długo. Rok później urodziła się kolejna ciemno włosa Liliana. Trzecia córka odziedziczyła włosy po matce, rude. Jednak nie była dzieckiem z darem. Ona również nie potrzebowała kontaktu z wodą. Dopiero czwarta, Julia okazała się być belaeną. Po niej urodziła się kolejna, zdrowa córka i wreszcie Octavia z darem. I w tej rodzinie był to koniec obdarzonych. Gdyż dwie kolejne dziewczyny również okazały się zwykłym ludzkim potomstwem. Gdy urodził się chłopiec Octavia i Julia wyglądem przypominały nastolatki, reszta dzieci była zbyt mała i gdy matka powiedziała, że chłopiec zmarł po porodzie wierzyły, że to prawda. Octavię i jej siostrę czekała trudna rozmowa na temat tradycji, które panują wśród ludzi z darem. Szokująca okazała się ta, która nakazywała zabijać nowonarodzonego męskiego potomka. “Tradycje ponad wszystko” tak zakończyła rozmowę z dziewczętami matka. W jej zamglonych oczach widać było jednak nieopisane cierpienie. Pięć lat po narodzinach Octavia osiągnęła wygląd dwudziestoletniej kobiety i opuściła rodzinę z zamiarem doświadczenia w życiu czegoś nowego. Szybkie dorastanie skończyło się i Octavia mogła się cieszyć długą młodością. Zdobywała wiedzę, gdy coś jej się nie podobało po prostu z tym kończyła i zaczynała coś nowego. Dużo podróżowała i nigdzie nie czuła się jak w domu. Bywały okresy, że po kilka miesięcy spędzała pod wodą i nie wypływała. Teraz chce spróbować tutaj w Salem. Perspektywa poznania innych nadnaturalnych osobników napawa ją ekscytacją.

Aparycja: X
Pod postacią człowieka jest średniego wzrostu kobietą. Przepiękne rude włosy spływają na ramiona, zawsze rozpuszczone, lekko zakręcone. Posiada jasne oczy o delikatnej niebieskiej barwie, zawsze rozmarzone. Ma idealnie gładką skórę na całym ciele. Uwielbia ryzykować z modą. Czasem ma dni kiedy wyciąga z szafy za duże na nią koszule, geometryczne swetry, stare sukienki o prostych krojach a czasem wybierze coś bardziej dzisiejszego, modny top odsłaniający jej delikatnie wyrzeźbiony brzuch. Wąskie spodnie z dziurami czy letnią spódniczkę. Bardzo lubi kupować ubrania. Często ma w szafie rzeczy, które zakłada dopiero po kilku latach od kupienia ale zawsze ubiera. Bardzo lubi nosić zegarki, ma ich mnóstwo. Różnego wzroku, kształtu i koloru. Zdarza jej się nawet ubierać dwa na jedną rękę jak bransoletki. Pod postacią balaeny jej włosy wydłużają się trzykrotnie i nabierają białej barwy. Również skóra staje się jeszcze bledsza niż dotychczas i pojawiają się srebrne runy. Na całym ciele. Jest to w przybliżeniu historia rasy.

Zainteresowania/Ciekawostki: Uwielbia czytać książki, oglądać filmy i seriale o dawnych epokach. Czytać ciekawostki na ich temat. Jak kiedyś żyli ludzie. Jakie były zwyczaje i relacje. Fascynują ją dawny świat. Umie grać na gitarze i fortepianie. Ogólnie jest zwolenniczką wszystkich nowych rzeczy więc gdy ma okazję chwyta się wszystkiego.Dlatego trenowała już w swoim życiu siatkówkę, szermierkę, karate, strzelectwo, jeździła na nartach i konno. Obecnie jest zakochana w tańcu. Głównie tym towarzyskim ale stara się też polepszać swoje umiejętności w balecie. Chodzi również na siłownie. Uwielbia oczywiście pływać. Z oczywistych względów nie robi tego publicznie. Bardzo lubi się przytulać. Dlatego często robi to z każdą nowo poznaną osobą. Nie ważne czy jest to staruszka, której pomogła zejść ze schodów czy jej wykładowca. Każdy zasługuje na przytulasa.

Towarzysz: Avery


Kontakt: Nikczemna