piątek, 2 lutego 2018

Od Doriana CD Junsu

Gdy Dorian wyszedł z baru zdał sobie sprawę, jaką głupotę zdarzyło mu się właśnie zrobić. Obejmowanie obcych osób po wylaniu na nich alkoholu? Brzmi jak początek nieśmiesznej komedii romantycznej, w której jego rolą była gra nieśmiałego i wręcz okropnie irytującego partnera. Nie miał ochoty nigdzie iść. Nie miał nawet najmniejszej ochoty wracać do swojego miejsca zamieszkania. Zdawało mu się, że każda, nawet najmniejsza istota ludzka zdaje się z niego śmiać. Pewnie popadał powoli w jakąś paranoję lub schizofremię, lecz Dorian nie miał żadnego pojęcia o chorobach psychicznych. Może dlatego nie dostał się na wymarzone studia. Stał przed budynkiem i nie miał pojęcia, gdzie właściwie miałby się teraz udać. Jedynym miejscem, jakie nasuwało się chłopakowi do głowy to jeden z tutejszych moteli, który oferował nocleg w bardzo przyzwoitych cenach, jednak nie rozumiał, czemu miałby spać w motelu, kiedy posiadał już swoje teraźniejsze miejsce zamieszkania. Bał się jednak konfrontacji z zamieszkującą tam kobietą, gdyż na pewno zbeształaby go solidnie za jego stan. Chłopak nie dziwił się zbytnio rudowłosej pani domu. Jego błękitna lniana koszula przykleiła mu się do torsu z powodu duchoty, jaka panowała w sali, a przydługawe końcówki włosów wpadały mu do oczu. Powieki miał półprzymnięte i wpatrywał się smętnie na niebo, które wyglądało tego wieczoru zjawiskowo. Całkiem możliwe, że za każdym razem było takie same, ale tej nocy był dopiero na tyle trzeźwy, by zwócić na to uwagę. Na myśl o alkoholu żołądek związał się w ciasną pentlę, jakby nie chciał już nigdy przyjmować tej substancji. Ze wzruszeniem wpatrywał się w gwiazdy i rozpoznając niektóre konstelacje. Kiedy był mały, zawsze marzył, by polecieć gdzieś daleko, lecz nie wiedział, że nigdy nie będzie miał takiej możliwości. Dzieciństwo zdawało się być takie ulotne i odległe. Westchnął cicho i ruszył w nienznanym mu kierunku. Nie ogłądał się za siebie, nie patrzył zbytnio, gdzie idzie. Nie znał miasta, jak własnej kieszeni, ale nie było zbyt dużej szansy, by chłopak się zgubił. Nie był zbyt zdziwiony, gdy trafił na pobliską stację benzynową. Była ona dość dobrze wyposarzona, więc stwierdził, że weźmie prysznic w łazience, jaka była dostępna dla wszystkich. Wkroczył do środka i starając się nie zachaczyć o żaden produkt dostępny w sklepie, podążył w stronę drzwi. Pulchna brunetka wpatrywała się w niego z obojętym wyrazem twarzy i rzuciła szybkie "Tylko proszę się streszczać", jakby Dorian zamierzał urządzać tajną imprezę w miejskiej toalecie. Popchnął czubkiem buta drzwi i wszedł do jednej z kabin prysznicowych. Była obszerna i na jego szczęście pachniała środkami czystości. Szybkimi ruchami, jakby mechanicznie zdjął z siebie wszystkie ubrania. Zadrżał lekko, kiedy ku jego zaskoczeniu z prysznica poleciała zimna woda. Zawsze myślał, że w takich miejscach otrzyma przynajmniej ciepłą wodę, ale mylił się. Temperatura sprawiła, że ciało Doriana wcale nie rozluźniło się i odprężyło, lecz był teraz jeszcze bardziej ponury i wyraźnie zaskoczony całym obrotem zdarzeń. Niewiele myśląc, naciągnął na siebie wszystkie rzeczy i wyszedł z lokalu. Czuł się gorzej i na dodatek było mu zimno. Przeklinał się w myślach za to, że nie wziął ze sobą żadnej kurtki. Swoje kroki skierował ku pobliskiemu parku. Nie wiedzieć dlaczego zawsze, kiedy nie miał gdzie iść, szedł ku tym starym drzewom i rozmyślał. Z włosów kapała mu wciąż woda i zastanawiał się, czy gdyby został dość długo na mróźnym dworze umarłby, a jego włosy pokryłyby się szronem. Podobno hipotermia nie była zbyt ciekawym sposobem na śmierć, ale chłopaka wyraźnie intrygowały jego lekkie loki pokryte szronem i blada twarz w wyobraźni. Zapewne bardziej przypominałby trupa z lodówki, niż króla śniegu, ale dalej nie zdawał sobie z tego sprawy. Usiadł na pobliskiej ławce i wpatrywał się w śnieg, który lśnił w świetle pobliskiej lampy. Nie wiedział na co czeka. Coraz częściej zdarzały mu się sytuacje, w których nie pamiętał czym w sumie się kierował. Nagle usłyszał trzask śniegu i kroki, które były kierowane w jego stronę. Spojrzał w kierunku hałasu i spostrzegł tego samego mężczyznę, którego objął w barze. Na samą myśl o tym zawstydzającym wydarzeniu, twarz Doriana ozdobiła purpura. Miał nadzieję, że nie będzie go pamiętać. Wstał i popatrzył w jego stronę, garbiąc się lekko. Nie wiedział, czy chłopak w ogóle będzie chciał z nim rozmawiać po tak okropnym zwrocie sytuacji. Gdy mężczyzna był wystarczająco blisko, by go usłyszeć, chłopak zdecydował, że jako pierwszy odezwie się do Azjaty. Nie miał na to najmniejszej ochoty i bał się tak bliskiej konfrontacji, jednak w jakiś sposób chciał bliżej poznać bruneta. Otworzył usta i wypuścił z ust obłok pary, gdy ten popatrzył na niego zdziwiony, jakby był ostatnią osobą, jaką spodziewałby się tu zobaczyć. Wbił wzrok w swoje buty.
- Czy mógłbym panu jakoś pomóc? - zapytał i jedyne co narazie otrzymał to głucha cisza i pohukiwanie sowy.

Junsu?

Od Doriana Cd Dżumy


Pamiętacie ten okres w waszym dorastaniu, kiedy wymarzonym zajęciem była praca w Starbucksie? Wręcz marzyliście o wydawaniu gorącej kawy, rysowaniu po kubkach i rozmawaniu z przystojnymi oraz pięknymi nabywcami waszych napojów? Dorianowi wydawało się, że tak właśnie będzie wyglądała jego praca. Jednak został niemiło zaskoczony, gdy otrzymał kartkę pełną numerów kartonów, a nie miejsce przy ladzie, gdzie pachniało niebiańską kawą. Stał jak zaczanowany przed wielkimi stertami pudeł, jakby te miały same poznajdywać się i ulżyć mu pracy. Oczywiście, że był przygotowany na to, że będzie miał nieźle pod górkę z pracodawczynią, jaką była Katherine, ale nawet w najdziwniejszych snach nie spodziewał się, że swoją karierę skończy sortując kartony. Nerwowo przeczesał włosy palcami i podrapał się po tyle głowy. Im szybciej skończy, tym szybciej dostanie jakąś ciekawszą pracę, prawda? Rozejrzał się po pomieszczeniu. Strzepnął z ramienia drobinki niewidzialnego kurzu i zabrał się do podnoszenia i sprawdzania numerów na wierzchu każdego opakowania. Nie był pewien, czy może zaglądać do środka, ale ciekawość wygrała ze zdrowym rozsądkiem. Był pewnien, że "książki", o których mówiła dziewczyna okażą się prehistoryczną kolekcją talerzy, ale jak się okazało nie było to żadne kłamstwo, ponieważ gdy tylko otworzył pierwszy z dwudziestu prawidłowo odnalezionych kartonów, w środku odnalazł tylko dużą ilość małych tomików poezji. Nie był zbytnim znawcą starych przedmiotów, ale nie trzeba było nim być, by wiedzieć, że są conajmniej cenne. Szybkim ruchem ręki zamknął wieko nieusatysfakcjonowany tym, co zobaczył. Czas spędzony na znajdywaniu dobrych kartonów ciągnął mu się niemiłosiernie. Przewrócił oczami, kiedy domniemana szóstka okazała się być dziewiątką i musiał dalej szukać ostatniego pudła. Zdawało mu się, że przeszukał już każde, nawet najmniejsze pudło. Zaczął już nawet otwierać i przewracać do góry dnem w puszkiwaniu nieszczęsnej liczby dziewięć. Już chciał wyjść i oznajmić rudowłosej, że jej żart z pudłem, którego nie ma, nie przypadł mu zbytnio do gustu, lecz gdy tylko odwrócił się w kierunku drzwi, zauważył, że karton z jaskrawo różowym napisem "dziewięć" leżał w rogu najbardziej oddalonym od reszty. Zdziwił się, gdy napotkał tak rażący w oczy kolor, który wyraźnie różnił się od innych. Zastanawiał się również, dlaczego kobieta pisała każdą cyfrę słownie. Może istniał jakiś konflikt pomiędzy nią, a liczbami? Była to jedna z rzeczy, o których myślał Dorian i którymi nie było sensu zaprzątać sobie głowy. Chłopak nic nie poradzi na to, że zawsze zwraca uwagę na szczegóły. Zanim ułożył wszystkie pudła na stosie, spojrzał jeszcze na wnętrze, jakie skrywał "różowy" karton. Starał się otworzyć wieczo jedyn palcem, jakby bał się mocnego starcia z nadnaturalnymi i wyraźnie widocznymi siłami boskiego kartonu. Ku jedo zaskoczeniu w środku, na wielkim stosie książek znajdowała się srebrna kolia. Chłopak otworzył szerzej oczy w wyrazie zdumienia. Była wysadzana jakimiś nieznanymi mu kamieniami, które lśniły w nikłym świetle żarówki. Może różowy kolor czcionki oznaczał "Uwaga! Tutaj schowana jest przeźliwie droga biużuteria i święci się bardziej, niż słońce w samo południe!"? Bez większego zastanowienia zabrał wszystkie kartony do lokalu, zostawiając kolię na samym wierzchu, by pokazać ją właścielce. Kobieta była ściśle zapatrzona w dokumenty i nawet nie zauważyła, że Dorian wyszedł z pomieszczenia i ustawił kartony koło jej stolika. Długo zostanawiał się nad tym, co miałby jej powiedzieć. Wreszcie przemówił dość chrypliwym głosem zwracając uwagę kobiety. 
- Pomyślałem, że może Ci się to spodobać. Masz wiele wspaniałych i cennych rzeczy, które mogłabyś sprzedać z zyskiem. - odpowiedział i wyciągnął w jej stronę kolię.
Kobieta kiwała na jego słowa głową niespecjalnie przyjmując ich do świadomości. Nie zdawała się w ogóle brać pod uwagę tego, co chłopak miał do powiedzenia.
- Dobrze, dobrze.. - odparła i sięgnęła dłonią po znalezisko. Syknęła dość głośno, jak wąż nadepnięty stopą, zwracając na siebie uwagę dziewczyn uwijających się wokół klientów. Chłopak obserwował ją szeroko otwartymi oczami, wzrok skierował na dłoń pokrytą czerwonymi pręgami. Wyglądało jak dość głębokie poparzenie. Nie zdążył nawet zareagować jakimkowiek czynem, gdyż ta wygodniła go jak najszybciej z powrotem do małego pokoju.
- Wracaj do pracy. - warknęła gardłowo. 
Dorian był w niemałym szoku, kiedy znowu wyłądował sam na sam z kartonami, ale tym razem nie miał zielonego pojęcia, co takiego ma za zadanie robić. Kobieta wyglądała na wściekłą jego zachowaniem, ale zdawało mu się, że tak ukryła swoje zakłopotanie. Może miała alergię na srebro? Chłopak rozwiał ten pomysł. Przypomniały mu się istoty nadprzyrodzone z książek i bajek. Może Katherine nie była człowiekiem?
- Dorian! Nie bądź śmieszny! - skarcił sam siebie szeptem.
Usiadł na niewygodnych panelach i już wyobraził sobie minę swojej matki, która powiedziałaby, że właśnie teraz sprząta podłogę swoimi pośladkami. Jednak nie było nikogo, kto mógłby naprawdę zwócić uwagę na jego czyny.Mężczyzna ze znudzeniem wpatrywał się w przeciwległą ścianę. Pomysły na to, co można zrobić skończyły się już dawno. Poukładał resztę kartonów w rzędzie i upewnił się, że znalazł wszystkie, które miał za zadanie znaleźć. Nie wiedział ile czasu upłynęło od dziwnego zachowania rudowłosej. Stwierdził, że pora wrócić do jej stolika i przeprosić za swoje czyny. Westchnął cicho, wstał i otrzepał swoje spodnie z kurzu. Uchylił lekko drzwi, by sprawdzić, czy kobieta jest na swoim stałym miejscu. Nie zdziwiło go, gdy spostrzegł ją w rogu lokalu i czytającą książkę, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Wyszedł i szybkim krokiem udał się do dziewczyny. Gdy dotarł na miejsce, popatrzyła na niego ze zdziwieniem, jakby myślała, że po tym wydarzeniu ucieknie gdziekolwiek, byle nie zostać w kawiarni. Chłopak odwrócil wzrok.
- Przepraszam, że wtrąciłem panią w zakłopotanie. - powiedział cichym glosem Dorian, w ostatnim momencie dodając do swojej wypowiedzi słowo "pani", sądząc, że jakimś cudem sprawi, że oboje zapomną o tej sytuacji.

Dżuma?

Od Junsu CD Doriana


Przyglądałem się plamie na ubraniu. Czułem, że to będzie ciężkie do sprania, a raczej odór, który może się utrzymywać dłuższy czas, szczególnie jak wrócę zdecydowanie później do hotelu. Chociaż, kto wie. Są różne proszki „cuda”, może one coś zdziałają?
Zachowanie nieznajomego było dla mnie niecodzienne. Wcześniej nie spotkałem się z czymś takim. Czy powinienem był się tym przejmować? Raczej nie. Zapewne to było pierwsze i ostatnie spotkanie tej osoby, a przynajmniej tak zakładałem. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie jutro.
W mojej głowie powstał mętlik, który spowodowany był nietypowym zachowaniem nieznajomego. Jednak mimo wszystko i tam poszedłem w głąb baru, nie zwracając już uwagi na natrętne spojrzenia w moją stronę. Myśli większości klientów opierała się na seksie, jakichś używkach i innych tego typu. Mało kto racjonalnie myślał i wiedział, co tak naprawdę się stało. Jednak takie osoby tutaj nadal się znajdowały, tylko bardziej ukryte, prawdopodobnie siedzące wśród pijanych osób bądź w samotności, gdzieś w rogu lokalu, gdzie ich nie widać.
Jednakże postanowiłem, że nie opłaca się szukać tych poszczególnych person. Nie warto tego robić, gdy i tak za jakiś czas ja stąd zniknę bądź oni. W tej chwili najlepiej cieszyć się z chwili, która obecnie trwała.
Chociaż zawsze tak powtarzam, ale to już nieważne.
Usiadłem przy barze, zamawiając na początek słabego drinka. Nie chciałem zaczynać od razu od najgorszych trunków, w końcu nie miałem zamiaru się upić jak świnia. Nie w tym rzecz.
Zastanawiając się tak przez dłuższą chwilę, ludzki alkohol nie działa na wampira tak, jak na normalnego człowieka. Wyrabiane są specjalne trunki na nasz gatunek, choć różnie w życiu bywa i niektórzy krwiopijcy potrafią się upić zwykłym alkoholem.
Pokręciłem słabo głową, biorąc do ręki kieliszek, którym delikatnie potrząsnąłem. Ciecz wydawała się znajoma, dziwnie znajoma. Nie mogłem sobie przypomnieć tylko skąd to pamiętałem. Może kiedyś to piłem? Kto wie.
Cicho westchnąłem, przykładając naczynie do ust, przechylając je pod odpowiednim kątem, aby wszystko spłynęło do mojego gardła. Przełknąłem gorzkawy napój, uświadamiając sobie, skąd to kojarzyłem przez sam wygląd, ale i przez woń, która drażniła mój narząd węchu.
Typowy alkohol dla wampirów.
Zmarszczyłem brwi, rozglądając się na boki, końcowo patrząc na barmana. Wydawało się, jakby nic strasznego się nie wydarzyło, bo w sumie to żadna tragedia nie była, ale sam fakt, że ktoś wiedział, kim byłem… świadomość społeczeństwa rosła? A może barman sam był jednym z wielu przypadków tych nieludzkich istot.
Oblizałem wargi, zerkając na mężczyznę za barem, kiwając głową na pusty kieliszek, który został na nowo wypełniony tą samą cieczą.
Mógłbym tutaj siedzieć i pić bez końca, zatracając się w swoich myślach na przeróżne tematy, zaczynając od dnia, w którym stałem się wampirem, po dziś dzień, gdy zostałem oblany trunkiem, przytulony i przeproszony. Wszystko wydawało się komiczne, z mojego punktu widzenia. Nie przypominało mi się, aby kiedykolwiek wcześniej coś takiego miało miejsce. Zaczesałem włosy do tyłu, opuszczając głowę na dół. Kim był tamten chłopak? Dlaczego tak postąpił? Nie miałem zielonego pojęcia. Wątpiłem w to, by ponownie go spotkać i zapytać o wszystkie nurtujące mnie pytania.
Wyciągnąłem portfel z kieszeni spodni, kładąc na blat odpowiednią sumę pieniędzy, następnie wstałem z krzesła barowego i opuściłem lokal, nie czekając już na nic więcej.
Nie zwracałem uwagi na ludzi w lokalu, całkowicie o nich zapominając. Moje myśli tak mnie pochłonęły, jak nigdy dotąd, przynajmniej nie w takich miejscach. Obraz nieznajomego, który wylał na mnie alkohol wciąż pozostawał w mojej głowie. Nie mogłem się tego pozbyć, nie rozumiałem tylko dlaczego.
- Gdzie tu teraz pójść… - mruknąłem sam do siebie, rozglądając się po okolicy.
Spojrzałem przed siebie, a następnie w prawo. Mógłbym wrócić już do hotelu, ale nie chciałem. Wolałem zwiedzić nowe miejsce, w którym postanowiłem pozostać na dłuższy czas.
Zeskoczyłem z ostatniego schodka, kierując się przed siebie. Nie wiedziałem dokąd dojdę, jednak byłem przygotowany na zgubienie się w mieście. Tego byłem bardziej niż pewien. Zawsze istniała możliwość zapytania się jakiegoś przechodnia, prawda?
O ile takowy się gdzieś pojawi podczas mojego „zwiedzania”. 

Dorian?

czwartek, 1 lutego 2018

OD Vanity CD Ezry


Przyglądałam się facetowi z lekkim rozbawieniem i nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. W końcu upiłam ostatniego łyka z filiżanki i wyprostowałam się unosząc dumnie głowę.
- Moim zdaniem, moje imię i nazwisko jest wystarczająco magiczne. Nawet nie wiesz jak wiele czarownic i czarowników przed moimi rodzicami posiadało to nazwisko - odparłam lekko mrużąc oczy.
- A to ciekawe - stwierdził - W takim razie jak liczna jest i była twoja rodzina? Od kiedy Maximoff są sabatem czarownic?
- Od zawsze - wzruszyłam ramionami, a gdy Ezra uniósł brwi w oczekiwaniu, aż rozwinę temat dodałam - Nie oczekuj, że opowiem ci o tym coś więcej. Te informacje są ściśle tajne, zresztą nigdy nie uważałam na lekcjach historii mojego ojca.
- Twój ojciec jest nauczycielem? - zapytał zaciekawiony.
- Wydaje mi się, że teraz moja kolej - przerwałam mu i odwróciłam wzrok na kelnerkę, która przerwała naszą rozmowę
Położyła na stoliku rachunek i odeszła z wymalowanym sztucznym uśmieszkiem na twarzy. Spojrzałam z zakłopotaniem na mężczyznę przypominając sobie, że wszystkie moje pieniądze są w biurku w mojej pracowni. Ezra zauważył moje zakłopotanie gdyż uniósł lekko brwi.
- Przecież spłacam swój dług za obraz - przypomniał wykładając pieniądze na blat.
Wzruszyłam ramionami nadal nieco zniesmaczona i podniosłam się z siedzenia. Zabrałam z krzesła swoje rzeczy i ruszyłam za blondynem, który ruszył w stronę wyjścia z kawiarni. Zdążyłam założyć płaszcz zanim chłód ponownie owinął się wokół mnie. Otuliłam się własnymi rękami i zerknęłam kontem oka na wampira tego samego wzrostu co ja. Widocznie siłował się z własnymi myślami, lecz w końcu się ocknął.
- Dokończymy naszą grę gdzie indziej? - zaproponował z lekkim uśmiechem.
- Wszędzie, aby nie tutaj - zaszczękałam zębami i ruszyłam w drogę powrotną do mojej pracowni.
Szybko szurałam nogami po oblodzonym chodniku uważając aby znów się nie wywalić. Mamrotałam coś pod nosem, a gdy nie otrzymywałam odpowiedzi od Ezry przytrzymałam się i spojrzałam za siebie. Blondyn nie ruszył się z miejsca, za to przyglądał się moim czynom. Cicho westchnęłam i wróciłam do niego unosząc głowę aby na niego spojrzeć.
- Coś nie tak? - dopytałam.
- U ciebie już byliśmy, więc teraz zapraszam do siebie - oznajmił wysuwając łokieć w moją stronę.
Niechętnie się do niego przysunęłam i objęłam rękami jego ramię. Czułam się strasznie nie komfortowo, ale gdy poczułam ciepło bijące od faceta automatycznie się do niego przysunęłam. Szliśmy tak chwilę w ciszy, aż przypomniałam sobie o naszej ambitnej zabawie.
- Jak smakuje krew? - zapytała ciekawa i przyznam, że to pytanie męczyło mnie od dłuższego czasu.
Brotzman z początku dziwnie na mnie spojrzał, ale po chwili pokiwał lekko głową i udzielił odpowiedzi:
- Prawie jak dżem truskawkowy - przyznał ze śmiechem.
- Miały być szczere odpowiedzi! - upomniałam go parskając.
- Dobra, dobra - uśmiechnął się i prowadził mnie dalej - Nie da się opisać tego smaku. Jest nieco metaliczny, ale i bardzo przyjemny.
- Nazwałabym się psychopatą, ale sama lepsza nie jestem - przyznałam odsuwając się od Ezry gdy zatrzymaliśmy się pod wysokim budynkiem. 
Nie wyglądał na bardzo zadbany tak, jak mój dom, ale nawet mnie to ucieszyło. Nienawidziłam przebywać we własnym domu gdzie roiło się od kosztowności. Strach jest czegokolwiek dotykać w obawie, że się to zniszczy. Gdy facet otworzył drzwi weszłam powoli do środka kierując się schodami w górę będąc ciekawa, na którym piętrze znajduje się mieszkanie Ezry. 

Ezra?

NOWI "Weź tyle, ile potrzebujesz...


..daj tyle, ile możesz. "


Imię i nazwisko: Lucian Roth
Pseudonim: Nie przepada za swoim imieniem więc zawsze kazał mówić do siebie po nazwisku.
Wiek: 25 lat
Płeć: Mężczyzna
Orientacja: Hetero
Rodzina: Bliscy Luciana zostali w jego mieście rodzinnym i mają się tam dobrze. Wyjazd faceta najbardziej przeżywała jego matka - Elizabeth i młodszy brat - Jack. Z ojcem - Fredem, nigdy nie miał dobrych kontaktów i żeby nie drzeć ze sobą kotów po prostu siebie unikali.
Rasa: Człowiek
Pochodzenie: Wielka Brytania
Status: Jest po ukończeniu studiów z kierunkiem filozoficznym. Do Salem przyjechał aby dowiedzieć się więcej o nadprzyrodzonych istotach. Na utrzymanie zarabia jako kelner w małej restauracji.

Charakter: Lucian to bardzo pozytywnie nastawiony do świata facet. Jest uprzejmy i pomocny, lecz nie jest optymistą. To najczystszy realista, który bez owijania w bawełnę powie ci jak mają się sprawy. Zawsze jest przygotowany na porażkę lub sukces. Nie poddaje się gdy coś mu nie wyjdzie, tylko brnie dalej i robi wszystko aby następnym razem poszło mu lepiej. Jest bardzo cierpliwy jeżeli chodzi o naukę, ale i innych ludzi. Często spotykał się z osobami, do których ciężko było dotrzeć, ale koniec końców Lucian tego dokonywał. Gdy widzi, że ktoś ma problem, ale nie chce pomocy to on nie odpuszcza i na swoje sposoby udziela pomocy. Dobrze potrafi się wtopić w towarzystwo, ale nigdy nie udaje kogoś innego, zawsze jest sobą. Pewną wadą faceta jest to, że ciężko jest mu przyznać się do błędu. Świetnie kłamie i nauczył się już nawet jak nie okazywać zakłopotania gdy wciska komuś nieprawdziwą bajeczkę. Tylko nieliczni umieją rozgryźć to, że gdy Lucian kłamie zawsze posługuje się sarkazmem i głupimi gadkami. To nie tak, że później Rotha nie gryzie własne sumienie. Poczucie winy często mu towarzyszy, ale jest na tyle wytrzymały, że się nie poddaje. Takim sposobem Lucian stał się chodzącą ironią. Mężczyzna jest śmiały i pewny siebie co często doprowadza do różnych konfliktów, a nawet bójek. Potrafi postawić na swoim i trzymać się własnych racji. Najważniejszym w jego życiu jest nauka. Ma bzika na punkcie nauk i cytatów filozofów z kilku epok. Z łatwością ukończył studia filozoficzne, a wcześniej otrzymał kilka nagród i stypendiów. Poza bujną wiedzą jest też bardzo ciekawy świata. Czuje potrzebę odkrywania nieznanego i dowiadywania się rzeczy, których dla jego dobra powinien nie odkryć. Pewnie dlatego też znalazł się w tym miasteczku. Po przeczytaniu o cechach Luciana można wywnioskować, że każda jego cecha jest przeciwieństwem kolejnej. To jaki jest zależy również od jego nastroju i własnych chęci.

Historia: Lucian nie miał idealnego dzieciństwa. Urodził się jako pierwszy, a jego brat przyszedł na świat trzy lata po nim. W przeciągu tych trzech lat Lucian przeżywał w domu prawdziwe piekło. Ojciec wymarzył sobie, że jego syn zostanie wybitnym muzykiem jak reszta rodziny więc nie spodobało mu się gdy jego syn oznajmił iż woli się uczyć i poszerzać wiedzę. Niespełniony Fred Roth znęcał się nad synem i siłą zmuszał go do gry na pianinie. Matka Luciana również bała się męża więc nie reagowała na jego chore wychowywanie potomka. Chłopiec często wymykał się z domu lub przesiadywał dłużej w bibliotece aby tylko nie wracać do domu. Kilka razy próbował nawet przenocować na stacji metra, lecz straż miejska zawsze odwoziła go do domu. Lucian został nawet zapisany na zajęcia muzyczne, ale często się z nich urywał i szlajał się po miejskich bibliotekach. Książki i podręczniki, które wypożyczał musiał chować pod łóżkiem lub w szufladach z ubraniami aby jego ojciec ich nie znalazł. Jedyną osobą jaka go po kryjomu wspierała była jego matka. Ona ustąpiła synowi i chciała pomóc mu spełniać się w tym, w czym sam chciał. Na dobranoc czytała mu książki, które przynosił do domu i odprowadzała go do bibliotek. Gdy urodził się jego brat Jack sytuacja w domu nieco się złagodziła. Ojciec przeniósł swoje zamiary na młodszego syna i odczepił się od Luciana jednak nadal żywił do niego urazę. Bracia dobrze się dogadywali, a Jack mimo, iż był młodszy potrafił bronić brata przed przemocą ze strony Freda. W późniejszych latach Lucian udał się na studia. Jego matka cudem przekonała ojca aby opłacił synowi studia. Po ukończeniu szkoły z najwyższymi średnimi faceta nic już nie trzymało w domu rodzinnym więc zdecydował się wyjechać i poszerzać swoją wiedzę gdzie indziej. Zaciekawiło go miasteczko Salem w Stanach Zjednoczonych więc postawił tam wyjechać i odkryć tajemnicę słabo odwiedzanego miasta.

Aparycja: X X X
Lucian to zdrowy i dobrze zbudowany mężczyzna. W dzieciństwie był wyśmiewany ze względu na jego wzrost i nadwagę. Po kilku latach ćwiczeń schudł i dorobił się niezłych mięśni. Jeżeli chodzi o wzrost to niewiele się zmieniło gdyż mierzy niecałe metr siedemdziesiąt osiem. Lucian posiada bujne, brązowe włosy i oczy w podobnym kolorze. Nigdy nie zapuszczał brody i nadal nie planuje więc regularnie się goli. Przechodząc do ubioru; facet nosi tylko koszule lub luźne bluzki. Na to narzuca jeszcze czasami płaszcz czy marynarkę, ale nigdy nie spotka się go w zwykłym t-shircie czy bluzie dresowej. Z dolną częścią ubioru tak bardzo się nie stara więc stawia na zwykłe jeansy. Mężczyzna ma wadę wzroku więc powinien nosić okulary lub przynajmniej soczewki, ale wydaje mu się, że bez tego da się żyć więc czasami ma problemy z widzeniem.

Zainteresowania: Interesuje się głównie filozofią i nadprzyrodzonymi postaciami. Uwielbia czytać, a czasem nawet zdarza mu się napisać coś własnego. Podczas czytania książek zawsze zaznacza ołówkiem ciekawe cytaty czy zagadnienia. Obecnie w jego mieszkaniu roi się od książek dotyczących legend i opowieści o wampirach, wilkołakach, czarownicach itp.

Ciekawostki:
*Ukończył studia z kierunkiem filozoficznym
*Za pieniądze ojca kupił sobie Jeepa Grand Cherokee
*Jego wada wzroku to +5
*W przyszłości planuje zostać nauczycielem historii
Towarzysz: Jett

Kontakt: natik880