Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Freya. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Freya. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 lutego 2018

Od Frey CD Matthewa

Uśmiechnęłam się zaspana do mężczyzny rozkładającego talerze. Co prawda, obudził mnie zapach dobiegający z kuchni, jednak mogłam stwierdzić, że mimo okropnego bólu głowy spowodowanego wczorajszą imprezą czułam się wyspana i dość wypoczęta. Zaśmiałam się cicho na roztrzepaną fryzurę policjanta i lekko zachrypnętym głosem się przywitałam
-Dzień dobry, Panie Vasco-mruknęłam przysłaniając oczy od promieni słonecznych przebijających się przez okno
Widząc przymrużone oczy z udawanym groźnym uśmiechem Matt`a zaśmiałam się posyłając łobuzierski uśmiech
-Nie zacząłem jeszcze godzin pracy-pogroził palcem- Jeszcze masz prawo mówić do mnie po imieniu
-Oj dobrze, dobrze- zaśmiałam się- Mogłeś mnie obudzić, pomogłabym przy śniadaniu
-Na szczęście sobie poradziłem- posłał mi uśmiech
Zakryłam usta z powodu ziewnięcia i usiadłam przy stole, na którym po chwili pojawił się stos naleśników. Uwielbiałam je jak nic innego, więc niczym dziwnym było ukazanie się w moich oczach iskierek szczęścia. Nałożyłam sobie przysmak i chwyciłam za dżem stojący obok talerza. Miałam lekki problem z odkręceniem słoika, ale na szczęście z pomocą ruszył mi Matt, unosząc w rozbawieniu kąciki ust. Wystawiając czubek języka posmarowałam naleśnika, po chwili krojąc go na kawałki
-Nie wiedziałam, że mężczyźni mogą tak dobrze gotować- powiedziałam z pełną buzią
Policjant przyjął komplement krótkim śmiechem. Byłam mu wdzięczna za nocleg i wykarmienie, jednak nie chciałam mu dalej przeszkadzać. Posprzątałam po śniadaniu i przebrałam się w swoje ubrania. Koszulkę chłopaka zabrałam ze sobą obiecując, że po upraniu jej pojawię się na komisariacie, aby ją oddać. Spakowałam wszystkie rzeczy i żegnając się z brunetem wyszłam na zimne powietrze. Zadzwoniłam po taksówkę i po piętnastu minutach znalazłam się pod swoim domem. Zapłaciłam taksówkarzowi i ruszyłam do budynku. Drzwi były zamknięte, a ja nie mogłam się dostać do środka. Zapomniałam, że nie mam ze sobą kluczy, a staruszka albo śpi, albo gdzieś wyszła. Koleżanki pewnie same nie wiedziały gdzie są, budząc się w obcych łóżkach, a mi nie zostawało nic innego jak nie udać się w kierunku lasu. Las w Salem znałam praktycznie jak własną kieszeń. Bawiłam się tu za dzieciaka i rozwijałam magiczną część siebie. Kierując się ledwo widoczną ścieżką dotarłam do niedużego drewnainego domku. Drewno spróchniałe od wilgoci skrzypiało pod każdym krokiem. Stare drzwi zatrzeszczały, a do moim nozdrzy dotarł nieprzyjemny zapach. Jednak przy kominku nadal wyczekiwały na użytek kilka kawałków drewna. Rozpaliłam ogień, który powoli zaczął ogrzewać budynek. Przyjrzałam się podłodze i widząc krzywą listwę, mocno ją pociągnęłam. Powoli wyciągnęłam z ukrytej szczeliny kilka książek, za których posiadanie łowcy mogli szybko znaleźć pretekst, aby się pozbyć ''wybryków natury''. Usiadłam na starym fotelu i przekładając skórzaną, grubą okładkę pogrążyłam się w lekturze

Matt?

sobota, 20 stycznia 2018

Od Frey CD Matthew'a


Na propozycję Matt'a pokiwałam chętnie głową. W głowie już szumiał mi głos przyjaciółek i starej Alice: ,,Co ty robisz?! Na noc do praktycznie obcego mężczyzny? Czyś ty zwariowała?". Jednak kiedy Matthew chwycił mnie za dłoń prowadząc po tłumnym budynku opuściłam głos rozsądku. Z resztą nie pierwszy i nie ostatni raz. Mężczyzna poinformował swojego kolegę o wyjściu, ten niedbale machnął ręką
-Jedź sam, ja przyjadę taksówką- powiedział
Widocznie za dobrze mu było w towarzystwie długonogiej blondynki zalotnie uśmiechającej się przy każdym jego zdaniu, żeby teraz rezygnować z tak miłej konwersacji. Matthew kiwnął głową i wciąż prowadząc mnie za rękę ruszył ku wyjściu z klubu. Wychodząc na zewnątrz momentalnie poczułam chłód powietrza na policzkach i nagich nogach. Zimny wiatr rozwiał ułożone włosy, niedelikatnie się z nimi obchodząc. Wtuliłam się mocniej w letnią kurtkę, krzyżując ręce na piersi. Już chciałam skierować się w stronę samochodu policjanta, kiedy ten chwycił mnie za rękę
-A ty dokąd?- zaśmiał się
-Nie mieliśmy wracać do domu?- zapytałam zaskoczona
-Samochodem po alkoholu, będąc policjantem?- pokręcił głową- Przykro mi musimy iść pieszo.
Westchnęłam niezbyt pocieszona, jednak nie dawałam się namawiać. Ruszyłam pewnym krokiem na wysokich butach w kierunku wyznaczonym przez mężczyznę. Zimne powietrze pozwalało trzeźwieć mojemu organizmowi, jednak nie pozbywało się dobrego nastroju. Nucąc piosenki co jakiś czas śmiejąc się i opowiadając z zaangażowaniem zabawne historie spędziliśmy drogę do mieszkania Matt'a. Podczas spaceru może odezwał się ze cztery razy, podczas, gdy ja prawie nie zamknęłam ust w milczeniu.
-Za dużo mówię?- zapytałam po chwili
-Nie- zaśmiał się - Po prostu... Jesteś bardzo otwarta
-Nie zawsze tak bywa- uśmiechnęłam się na uniesione w zaskoczeniu brwi mężczyzny- Czasami są dni, w których siłą mnie trzeba zmuszać do rozmowy
-Nieee...- powiedział z niedowierzaniem - Że niby Ciebie zmuszać do gadania?
Pokiwałam głową z rozbawieniem, a policjant dając znak głową, żebym się zatrzymała, włożył klucz w zamek u drzwi jednego z budynków.
-Wiem, śmiesznie to brzmi- poprawiłam włosy
Matt po chwili siłowania się z zamkiem w drzwiach, w końcu je otworzył puszczając mnie przodem. Wchodząc, rozejrzałam się po nie dużym pomieszczeniu. W środku było bardzo przytulnie i przede wszystkim- ciepło. Odetchnęłam z ulgą, czując ciepłą podłogę pod stopami ściągając buty. Niepewnie stanęłam w miejscu, czekając na mężczyznę, który sam dopiero zdjął kurtkę. Uśmiechnął się do mnie widząc moje skrępowanie.
-Tam jest mój pokój, możesz się przebrać jak chcesz- wskazał palcem drzwi- Ja zrobię nam coś do jedzenia
Pokiwałam głową ze zrozumieniem, odwzajemniając uśmiech. Udałam się do wcześniej wskazanej sypialni zamykając za sobą drzwi. Położyłam torbę na krześle przy biurku, a mój wzrok zatrzymał się na zdjęciu w niewielkiej ramce. Chwyciłam przedmiot do dłoni unosząc kąciki ust. Było to zdjęcie drogiego policjanta Vasco w charakterystycznym stroju, dumnie trzymający dyplom ukończenia szkoły. Odłożyłam portret na miejsce nurkując w torbie w poszukiwaniach ubrań na przebranie. Na moje nieszczęście pośpiesznie pakując strój, przeoczyłam ostawioną na łóżku bluzkę do spania. Bez zbędnych hałasów wyszłam z pokoju kierując się do kuchni, w której urzędował Matt. Widząc moją minę posłał mi uśmiech z pytającym spojrzeniem
-Coś się stało, Frey?- zapytał
-Ymm... no tak właściwie - zaczęłam - Zapomniałam koszulki do spania
Matthew kiwnął głową ze zrozumieniem upijając łyka herbaty stojącej na blacie. Odkładając naczynie z powrotem na miejsce ruszył w stronę pokoju. Szukając w szafie odpowiedniej bluzki zapewniał mnie, że to żaden problem i nie mam się czym przejmować. Podał mi czarny t-shirt i ruszył znów w kierunku kuchni. Zakładając koszulkę od razu mogłam stwierdzić, że jest stanowczo za duża. Jednak nie mogłam się spodziewać niczego innego. Związałam włosy w luźny kok, kiedy poczułam zapach niosący się od strony pomieszczenia, w którym znajdował się policjant. Zwabiona zapachem wychyliłam się z pokoju, po chwili z niego wychodząc. Matt z zadowoleniem widząc mnie kazał mi usiąść przy stole. Pojawił się z patelnią niosąc dwa talerze. Widząc, że ledwo panuje nad chwiejącymi się naczyniami ruszyłam mu z pomocą. Biorąc od niego przedmioty ułożyłam je na stole, siadając na krześle. Czując intensywny zapach naleśników pociągnęłam nosem. Po pysznej kolacji pozbierałam talerze, nim mężczyzna zdążył cokolwiek zrobić. Na jego pytające spojrzenie uśmiechnęłam się jedynie zabierając patelnie
-Ty robiłeś, to ja chociaż posprzątam - rzuciłam mu urocze spojrzenie

Matt? Nie miałam pomysłu na końcówkę :<.

wtorek, 16 stycznia 2018

Od Frey CD Matthew

Kiedy mężczyzna wsiadł z powrotem do samochodu energicznie pomachałam jego towarzyszowi. Na jego kwaśną minę posłałam mu szeroki uśmiech śmiejąc się. Niezwykle bawił mnie ten człowiek. Samochód odjechał, a ja pozostałam sama na podwórku ze starszą kobietą
-Przemiły pan, prawda?- zignorowałam jej surowe spojrzenie
Odwracając się na pięcie ruszyłam do budynku zostawiając otwarte drzwi na oścież dla podążającej moim śladem kobiety. Wbiegłam po schodach do swojego pokoju i rzuciłam torbę na podłogę. Na łóżku wylegiwał się mały kociak, który obudzony hałasem uchylił leniwie oczy.
-Hej słodziaku- pomiziałam kocura po głowie- Nie można tak cały dzień spać
Boo jedynie rozciągnął się na pościeli cicho mrucząc. Do pokoju dobiegł dźwięk zatrzaskiwanych drzwi, a chwilę po nim krzyk Alice
-Freya zejdź na dół! Musimy pogadać
Na wezwanie westchnęłam przewracając oczami.
-Wiedźma wzywa- zaśmiałam się do zwierzaka
Podniosłam się i nie śpieszącym się tempem wyszłam na korytarz, a potem na schody w głowie zgadując, o czym konkretnie stara czarownica chce pogadać. Kiedy pojawiłam się w kuchni spoglądając na kobietę pytająco ta zaczęła temat
-Wiem, że lubisz zwracać uwagę, ale nie możesz tak po prostu sprowadzać do domu policji. Ich uwaga ściąga także innych ...- spojrzała znacząco- Nie chcemy, aby stała ci się krzywda
Patrząc obojętnym tonem prosto w starsze oczy wzruszyłam ramionami
-Tylko mnie odwoził- prychnęłam
-Zapominasz o swojej prawdziwej tożsamości!- podniosła głos
Nienawidziłam krzyku. Działał na mnie niezwykle drażniąco jak czerwona płachta na byka. Wymuszało to we mnie momentalną potrzebę obrony, nad którą ciężko było zapanować. I tym razem nerwy puściły nim zdążyłam je pohamować
-Mam gdzieś tą całą tajemniczą tożsamość. Chcę być normalnym człowiekiem i tak się będę zachowywać! Magia nic korzystnego nie wniosła do mojego życia!- przyjęłam podobny ton rozmowy
-Nie waż się wyrzekać magii- powiedziała już ciszej- To z jej powodu rodzice oddali życie, abyś mogła bezpiecznie ją praktykować
W odpowiedzi jedynie prychnęłam ze złości. Czułam w sobie napięcie całej sytuacji, które szukało gdzieś ujścia, aby móc się ulotnić. Nie panując nad emocjami coś we mnie pękło powodując gwałtowne otworzenie się jednej z szafek. Wbrew zasadom grawitacji na ziemię poleciały trzy talerze rozbijając się na kamiennej podłodze. Momentalnie ochłonęłam lekko zaskoczona faktem, że wywołało to na twarzy starej Alice szczery uśmiech
-Chcesz, czy nie masz to w sobie i to będzie
Bez słowa ruszyłam do swojego pokoju trzaskając za sobą drzwiami. Opadłam na łóżko chowając twarz w dłoniach. Głośne westchnięcie pokryło się z pukaniem w okno. Podskoczyłam zaskoczona widząc za oknem dwie głowy przyjaciółek. Odsuwając szybkę ku górze obie omal nie wpadły do środka
-Drzwiami już wejść nie potraficie?- zaśmiałam się
Po moim zachowaniu i uśmiechniętej twarzy koleżankom nawet nie przyszło do głowy, że przed chwilą ich przyjaciółka miała poważne rozdarcie emocjonalne. Podekscytowanie oznajmiły, że zabierają mnie do klubu na piątkową imprezę.
-Ma być ten przystojniak, z którym mam biologię- zawołała Eva
Zaśmiałam się kręcąc z niedowierzaniem głową. Podeszłam do szafy przeglądając swoją garderobę. Wybór padł na bladoróżową, krótką sukienkę dosyć luźno odstającą od ciała. Krótki, rękaw zasłaniał trochę ponad ramię. Nad sporym dekoltem, na wysokości obojczyków rozciągał się przyszyty cienki paseczek. Do sukienki dobrałam czarne buty na wysokim obcasie, a do dużej torby spakowałam ciuchy na zmianę i kosmetyczkę. Widząc ilość pakowanych ubrań Sara parsknęła śmiechem
-A ty wybierasz się jeszcze gdzieś?
-Nie wracam na noc- spojrzałam z powagą- Mogę spać u którejś z was?
- Emm u mnie są rodzice, a Eva się pokłóciła z mamą- pokręciły głową
-No trudno, poradzę sobie- wymusiłam uśmiech
Wystrojone zeszłyśmy na dół. Zaśmiałam się pod nosem widząc zaskoczoną minę staruszki pewnie zastanawiającej się, skąd wzięły się dodatkowe dwie dziewczyny w jej domu.
-Śpię dzisiaj u Emily- skłamałam żegnając się z kobietą
Wyszłyśmy na mróz pędem biegnąć w stronę auta. Rozsiadając się na miejscu pasażera rzuciłam torbą w siedzącą za mną Evą
-Pilnuj tego- wyszczerzyłam się w uśmiechu
Po dwudziestu minutach dotarłyśmy na miejsce. Była dopiero godzina dziewiętnasta, jednak niebo już dawno pogrążyło się w ciemności. Od strony klubu rozciągało się dudnienie muzyki i piszczenie ludzi. Uśmiechnęłam się kiedy ochroniarz przepuścił nad bez kolejki zostawiając niewielką pieczątkę na dłoni. Wewnątrz było pełno ludzi chcących się zabawić po ciężkim tygodniu. We trzy usiadłyśmy przy barze zamawiając sobie po ulubionych drinkach.
Po godzinnej zabawie przy muzyce i mocnych trunkach czułam się mocno wstawiona. Nie przeszkadzało mi to jednak w tańczeniu na wysokich szpilkach wyginając się na środku parkietu. Po chwili samotnego tańca usłyszałam za sobą znany głos
-A czy to kapitance cheerleaderek można się upijać w klubach?
Odwróciłam się momentalnie uśmiechając widząc młodego policjanta.
-Mogą, dopóki jakiś zły policjant ich nie aresztuje- zaśmiałam się
Alkohol w organizmie pozbawił mnie chwilowo równowagi powodując, że opadłam prosto w ramiona mężczyzny. Śmiejąc się z zawstydzeniem odsunęłam się od niego pytając
-Napije się pan czegoś ze mną? - rozejrzałam się po klubie- Koleżanki już zajęły się chłopakami i zostałam sama.

Matthew?

sobota, 13 stycznia 2018

Od Frey CD Matthew


Odchodząc od policjanta udałam się w kierunku uśmiechających dwuznacznie do mnie koleżanek. Kiedy zatrzymałam się przy nich otoczyły mnie zarzucając pytaniami dotyczącymi głównie jednego tematu.
-Czy ty kręcisz z policjantem?!- pytały jedna przez drugą z niezwykłym podekscytowaniem
Kiedy w końcu udało mi się wychwycić konkretne pytanie z tego szumu przewróciłam oczami z podirytowanym uśmiechem od razu zarzucając sarkastyczną odpowiedzią


-Tak dokładnie- kiwnęłam głową- Kręcę przecież z każdym mężczyzną, z którym rozmawiam
Wychyliłam się zza tłumu widząc podchodzącą do młodego policjanta dyrektorkę. Miałam nadzieję, że dotrzyma słowa. Słysząc rozmarzone westchnięcie jednej dziewczyny z zebranej grupki od razu na nią spojrzałam
-Zdajesz sobie sprawę z tego, że to był sarkazm?- zaśmiałam się widząc jej nagły spadek entuzjazmu- No jasne...
Przepchnęłam się przez koleżanki słysząc jedynie ich zachwycone komentarze w stronę urody owego policjanta. Zatrzymałam się dopiero przy jednej z gablot wiszących na szkolnym korytarzu i sprawdziłam do jakich sal powinnam się teraz udać. Całe szczęście została mi tylko jedna lekcja. Była to chemia i z góry założyłam, że się z niej zerwę jakieś dziesięć minut przed dzwonkiem. Nie lubiłam napływów nagłego tłumu i ocierania się o ludzi, z którymi nie masz nic wspólnego poza jednym celem- jak najszybciej wydostać się ze szkoły. Ruszyłam w kierunku klasy. Spojrzenia jakie towarzyszyły mi podczas tej drogi wypełniały mnie niezwykłą satysfakcją. Uwielbiałam swój status w szkole. Wchodząc do klasy zauważyłam jedynie kobietę siedzącą przy biurku. Z gracją wyminęłam wszystkie ławki i położyłam tuż przed nosem nauczycielki dwie, wypełnione kartki. Moja twarz wywołała zaskoczoną minę u kobiety, która poprawiając okulary zwróciła mi uwagę:
-Jeszcze jest przerwa nie można wchodzić do sal
W tym momencie zadzwonił szkolny dzwonek, a ja znacząco spojrzałam w kierunku nauczycielki
-Przyniosłam pracę dodatkową- posłałam jej uśmiech
-achh.. - westchnęła- Praca dodatkowa. Dobrze, sprawdzę ją później, Frey. Widzę, że dbasz o swoją reputację wśród nauczycieli.
W odpowiedzi posłałam jej jedynie kolejny uśmiech i zajęłam miejsce najbliższe drzwi. Do sali z gwarem nieskończonych na przerwie rozmów wpadła grupa nastolatków, którzy zdezorientowani starali zając jakieś wolne miejsca. Lekcja mijała wyjątkowo nudno. Przynajmniej dla mnie- chemię miałam w jednym palcu. Mój wzrok jedynie spoczywał na tykającej wskazówce zegara, wiszącego nad tablicą. Wyczekując odpowiedniego momentu uniosłam dłoń i zadałam pytanie
-Mogę iść do toalety?
-Tak, tak- powiedziała nauczycielka nawet się nie odwracając
Na moje szczęście nikt nie zauważył, że biorę ze sobą torbę. Wychodząc z sali od razu udałam się w stronę szatni. Kiedy się przebrałam wyszłam na mroźne powietrze. Momentalnie cienki sweter i buty na obcasie przestały być takie fajne. Przeklinałam sama siebie mrucząc pod nosem, dlaczego to sobie robię. Chłód niezbyt delikatnie kąsał ciało przykryte niezbyt praktycznymi ubraniami. Jak na moje zbawienie zwolnił samochód, a za obniżającą się szybką ukazała się radosna twarz młodego policjanta.
-Hej, taka sama w mróz wracasz? może cię podwieźć? - uśmiechnął się
Kiwnęłam tylko potakująco głową i kiedy samochód się zatrzymał wsiadłam bez wahania na tylne siedzenia.
-Dziękuję bardzo- wysapałam jedynie pocierając zmarznięte nogi.
-Nie ma najmniejszego problemu- zobaczyłam uśmiech mężczyzny w lusterku wstecznym
Jego towarzysz siedział jakby niezadowolony z mojej obecności. Nawet kiedy podawałam adres kątem oka widziałam jak w myślach przedrzeźnia mój ton głosu gestykulując jedynie ustami. Moje kąciki ust uniosły się ku górze w rozbawieniu.
-W której jesteś klasie?- zapytał, aby przerwać ciszę panującą w samochodzie
-To mój ostatni rok- powiedziałam dumnie- Za parę miesięcy kończę szkołę
Poczułam za moim uchem ciche sapanie.
-MATKO- krzyknęłam czując mokrą plamę na ramieniu. Po chwili ujrzałam za sobą wyglądającego psa- Ugryzie mnie?
-Nie sądzę- powiedział rozbawiony policjant
Momentalnie klęknęłam na siedzeniu, tyłem do kierunku jazdy nurkując do pasa w bagażniku. Głaskany pies zachwycony sam nastawiał się do miziania. Dopiero teraz drugi policjant odezwał się
-Na litość boską dziewczyno!- krzyknął widząc moje zachowanie- Usiądź do cho.lery jasnej i zapnij pasy
Niezadowolona osunęłam się na siedzenie
-Pasy...- dodał po chwili
Z jeszcze większym grymasem zapięłam pas na piersi patrząc przez okno. Na brak odzewu z mojej strony pan Vasco tylko się roześmiał, co nie spodobało się jego partnerowi. Po chwili znaleźliśmy się pod moim domem. Chwyciłam za klamkę bardzo dziękując obu mężczyzną. Mimo szarpnięcia metalową rączką drzwi ani drgnęły. Szarpnęłam jeszcze kilka razy kiedy kierowca odpinając pasy wyszedł z samochodu
-No tak, są zablokowane z tyłu, aby nikt w razie czego nie wyszedł.
Policjant otworzył mi drzwi na co posłałam mu wdzięczny uśmiech. Z kuchennego okna wyglądała starsza kobieta, a widząc umundurowanego mężczyznę pobladła. Nie minęła chwila jak pędzącym krokiem staruszka wręcz wybiegła z domu z przerażoną miną patrząc to na mnie to na policjanta.
-O co chodzi Frey?- zapytała pośpiesznie- Dlaczego przywozi cię policja?
Już otworzyłam usta, aby wytłumaczyć kobiecie sytuację. Jednak młody komisarz wyprzedził mnie z odpowiedzią.

Matthew?

sobota, 6 stycznia 2018

Od Frey do Matthew'a


Siedziałam z niezadowoloną miną na komendzie jakby obrażona za to, że mnie tu w ogóle przywieźli. Czekając na koleżankę, która poleciała pędem do toalety od niechcenia oglądałam pomalowane paznokcie. Podszedł do mnie po chwili młody policjant
- Gdzie twoja koleżanka?- zapytał
- Nie wytrzymała presji i musiała skorzystać.
Policjant przyjrzał mi się dokładniej
- Jak się nazywasz?
- Freya Tonkin-odpowiedziałam bacznie przypatrując się mężczyźnie
- Możecie iść do domu. Zakończymy dziś jednie na pouczeniu i ostrzeżeniu, że następnym razem nie ma przebacz-powiedział z uśmiechem
Facet ruszył przed siebie, aby po chwili znów odwrócić się w moją stronę
-A i lepiej daruj sobie dalsze próby włamania do muzeum. Nie tylko zewnątrz jest pilnowane. Coś może strzec gmachu w środku. Tak tylko mówię
Spojrzałam za zawracającym policjantem
-Nie ma ochroniarzy wewnątrz- dodałam nim zdążył się zbytnio oddalić- Chronione są same obiekty, ale na alarmy, które łatwo złamać
Mężczyzna posłał mi zaskoczone spojrzenie. Widocznie nie spodziewał się, że mogę mieć takie informacje.
-Chciałem tylko żebyś zdała sobie sprawę z kłopotów, w jakie mogłaś się wkopać i przy okazji koleżankę
-Poradziłabym sobie- powiedziałam krzyżując dłonie na piersi
-W takim razie - wzruszył ramionami i po raz kolejny odwrócił się w swoim kierunku
-Proszę pana!- krzyknęłam, a policjant się odwrócił- Dziekuję
Policjant odwzajemnił mój uśmiech kiwając głową. Po chwili dołączyła do mnie niska blondynka patrząc spanikowana
-Wypuścili nas- powiedziałam obojętnie kierując się w stronę drzwi.

Następnego dnia w szkole udałam się z czwórką przyjaciół na stołówkę. Jedzenie zaskakująco nie było tam paskudne, jednak nadal daleko mu było do domowych dań. Położyłam tacę na strategicznym stoliku, a moim śladem podążyła reszta znajomych. Posiłek przerwało mi nieśmiałe chrząknięcie osoby za mną. Z podirytowanym westchnięciem odwróciłam się, po drodze przybierając sztuczny uśmiech
-Tak?- zapytałam pewnie niską dziewczynę, towarzyszącą mi wczoraj
-Ymm.. no ten..- zaczęła
Spojrzałam się na nią przekrzywiając głowę z rozbawieniem
-Słucham- popatrzyłam jej prosto w oczy
-Mogłabym się dosiąść?- zapytała
-Nie ma miejsca- odpowiedziałam z marszu
-Emm koło Emily..- zaczęła
-Nie- przerwałam jej
Blondynka pokiwała głową ze zrozumieniem i ze swoją tacą udała się na drugi kąt stołówki
-uuu chamsko - skomentowała ze śmiechem jedna z dziewczyn
-Myśli, że się będziemy z nią kumplować- parsknęła- A ostatnio słyszałam, że omawia nas za plecami
Zadzwonił dzwonek wzywający na lekcję. Wszyscy zaczęli wstawać w pośpiesznym tempie
-Nie idziesz?- zapytali widząc, że ani drgnęłam
-Jem- powiedziałam jakby to wytłumaczało wszystko
Po chwili zostałam sama na stołówce. Kiedy skończyłam posiłek wstałam z ociąganiem zarzucając torbę na ramię i pokierowałam się w stronę sali. Wchodząc do klasy zobaczyłam przy tablicy młodego policjanta z wczoraj i siedzącego obok niego psa. Zatrzymałam się z zaskoczoną miną
-Coś przegapiłam?- zapytałam nauczyciela
-Freya Tonkin- starszy pan pokręcił głową- Siadaj na miejsce, mamy gościa
Okazało się, że dyrektorka umówiła się z lokalną policją, aby urządzili nam wykład na temat używek i niebezpieczeństw jakie ze sobą niosą. Szczęście, a raczej pech chciał, żeby przysłano akurat tego policjanta. Zaniepokoił mnie fakt, że mógłby wspomnieć o wczorajszym zajściu dyrektorce. Z racji, że byłam cheerleaderką, a nawet ich kapitanem mogło to skutkować wywaleniem mnie z drużyny. Po jakże interesującej lekcji, której i tak żaden uczeń nie weźmie do siebie podeszłam do stojącego na korytarzu mężczyzny
-Dzień dobry- uśmiechnęłam się
-O Freya Tonkin- zaśmiał się
Spojrzałam zaskoczona faktem, że zapamiętał moje imię jednak dalej kontunuuwałam wypowiedź
-Byłabym wdzięczna, gdyby oszczędził pan opowieści o wczorajszej sytuacji nauczycielom i dyrekcji. Mogłabym na pana liczyć?- zapytałam owijając wokół palca pasmo włosów

Matt?

czwartek, 4 stycznia 2018

Od Frey do Matthew'a

Za oknem już od dłuższego czasu panowała ciemność. Nie było w tym nic dziwnego, w końcu był prawie środek nocy. Siedziałam przy toaletce poprawiając niedoskonałości makijażem. Kiedy usłyszałam kroki na korytarzu w pośpiechu wskoczyłam pod kołdrę, prawie taranując przy tym zwiniętego w kłębek kotka. Do pokoju weszła starsza kobieta uśmiechając się do mnie
-Nie śpisz o tej godzinie?- zapytała
-Przebudziłam się, miałam koszmar- powiedziałam z udawanym zaspaniem
-Ach koszmar- westchnęła Alice- Dręczą się one od dziecka, może..
-Nie- przerwałam jej- nie będę brała leków na sen
Kobieta popatrzyła na mnie tylko z politowaniem i pokręciła głową
-Ide spać- oznajmiłam- zamkniesz za sobą drzwi?
-Dobrze- ucałowała mnie w czoło- Śpij dobrze
-Dobranoc- udawałam ziewanie
Kiedy tylko kobieta zgasiła nocną lampkę i zniknęła za drzwiami poderwałam się do pozycji stojącej. Założyłam buty i zarzuciłam kurtkę, które wcześniej schowałam pod dużym łóżkiem. Podeszłam do okna otwierając je
-Nie patrz się tak na mnie- pouczyłam leżącego kota- Przecież nie robię nic złego
Wychodząc przez okno poczułam uderzającą fale chłodu. Na głowę zarzuciłam kaptur. Mieszkanie na piętrze miało swój urok, dopóki nie trzeba było łazić po dachu, aby dyskretnie wydostać się na zewnątrz. W odpowiednim miejscu skoczyłam z wysokości na stojące przy ścianie kontenery. Psy z sąsiedztwa słysząc hałas zaczęły szczekać na co cicho zaklnęłam. Tuż przy drodze stała niska dziewczyna, czekająca na mnie.
-Gotowa na zabawę?- zapytałam z uśmiechem
-Jasne- powiedziała niepewnie- Ale dlaczego akurat muzeum czarownic?
Na pytanie dziewczyny uśmiechnęłam się pod nosem. Biedaczka nadal myśli, że idziemy tam, aby uprowadzając z muzeum jakąś rzecz mogła wykazać się odwagą i po tym dokonaniu dostać zgodę na dołączenie do paczki. Tak naprawdę szłam tam we własnym interesie. Interesowała mnie konkretna księga, a ta desperatka idealnie nadawała się do wykonania tego jej rękami.
- Wiesz- zaczęłam- Muzeum czarownic jest dość mroczne, zwłaszcza nocą. A my nie zadajemy się z dziećmi sikającymi w majtki na widok mrocznego budynku
Blondynka pokiwała głową i ruszyła za mną. Zazwyczaj tłoczne, turystyczne miasteczko wręcz tonęło w fali turystów. Teraz, pod osłoną nocy wydawało się ciche i opustoszałe. Po dwudziestominutowym spacerze dotarłyśmy na miejsce. Budynek muzeum wyglądał mrocznie, a groźnego wyglądu dodawały kamienne figury wiedźm, stojące przy kolumnach przy wejściu. Zobaczyłam jak na ten widok dziewczynę przeszedł dreszcz
-J-j- jesteś pewna, że chcesz tam iść?- zapytała drżącym głosem
-A ty nie?- zapytałam i nie czekając na odpowiedź ruszyłam w kierunku ogrodzenia.
Siatka wydawała się łatwa do pokonania. Rozejrzałam się szybko po okolicy, aby się upewnić, że nikt nas nie przyłapie, jednak było zbyt ciemno, żebym cokolwiek dostrzegła. Niewiele myśląc złapałam za siatkę wspinając się po niej, a moja towarzyszka uczyniła to samo. Zbliżałam się ku szczytu i już miałam przeskakiwać na drugą stronę kiedy za nami zapaliły się światła samochodu. Zaskoczona odwróciłam się i dopiero zauważyłam stojący radiowóz, z którego wysiadło dwóch policjantów
-ku.rwa- zaklnęłam pod nosem

Matt?

środa, 3 stycznia 2018

NOWI "Każdy z nas ma swoją własną rzeczywistość...

...albo nawet kilka i czasem trudno orzec, której należy się trzymać.''

Imię i nazwisko: Freya Tonkin
Pseudonim: Frey
Wiek: 18 lat
Płeć: kobieta
Orientacja: hetero
Rodzina: Rodzice Sara i Thomas- zostali zabici przez łowców
Rasa: czarownica
Pochodzenie: Od urodzenia mieszka w tym mieście
Status: ostatnie lata nauki w lokalnej szkole

Charakter: Freya to niezwykle towarzyska osoba, której dobra zabawa jest największym priorytetem bez względu na jej koszt. Uwielbia wręcz być w centrum uwagi, co z racji tego, że jest czarownicą nie jest zbyt rozważne. Na konsekwencję popełnionych uczynków zwraca uwagę dopiero po fakcie i nie zbyt się tym przejmuje. Wydaje się niedojrzała i w sporej części jest to prawda. Jest uzależniona od adrenaliny przez co podejmuje się różnych wyzwań i wpada w kłopoty. Jak sobie coś wymyśli, nie przyjmuje do wiadomości, że się nie uda, lub że nie może sobie na to pozwolić. Przez dominujący charakter osiągnęła popularność w szkole, z tego powodu czuje wyższość nad innymi, którą większość podsyca uwielbianymi przez nią pochlebstwami. Bywa arogancka i samolubna, jednak zawsze znajdą się wyjątki. Tak jak każda moneta, ma ona dwie strony. Dziewczyna miewa dni, w których musi oderwać się od rzeczywistości. Potrzebuje wtedy odizolowania od świata zewnętrznego i zazwyczaj przebywa sama na łonie natury pogłębiając wiedzę na temat magii. Można powiedzieć, że wzywa ją wtedy jej natura. Mimo całokształtu osobowości Frey ma ona dobre serce i potrafi obdarować uczuciami innych ludzi.

Historia: W środku nocy, w małym parterowym domku na obrzeżach Salemu nad dziecięcą kołyską pochylała się kobieta nucąc spokojną kołysankę. Mimo, że dziecko nie należało do płaczliwych, miało często problemy z zasypianiem. Na głos rodzicielki niemowlę uśmiechało się pod nosem zaciskając małą pięść na szmacianym króliczku. Zaciszną rutynę zakłóciło nagłe wtargnięcie wysokiego mężczyzny, który z niepokojem spojrzał na swoją żonę i dziecko
-Oni już tu są- powiedział próbując zastawić drzwi podręcznymi meblami
Kobieta spojrzała z przerażeniem w oczach na dziecko, które krzywą miną oznajmiało, że nagła pobudka nie była dla niego miła. Mimo protestujących jęków córeczki Sara wzięła ją na ręce chowając w niewielkim koszyku i zakrywając kocem
-Kocham Cię, Frey- szepnęła do dziecka- Bądź dzielna i siedź cichutko
Mała Frey popatrzyła na matkę przez klejące się do snu oczy i posłała jej nieśmiały uśmiech. Kobieta zakryła usta, próbując pohamować napływające do oczu łzy. Ukryła koszyk za kotarą i ruszyła w kierunku dużego pokoju, w którym jej mąż chował niemowlęce rzeczy, aby nikt się nie domyślił, że para mogłaby posiadać dziecko. Thomas popatrzył na szlochającą cicho żonę i zaprzestał pośpiesznego zabezpieczania drzwi. Podszedł do Sary, mocno ją przytulając
-Będzie dobrze- jemu samemu było ciężko uwierzyć w wypowiedziane słowa- Alice obiecała się nią zająć
Kobieta bez słowa pokiwała głową zaciskając oczy, aby powstrzymać napływ łez. Bezpieczeństwo jej dziecka w tej chwili było dla niej najważniejsze. W pomieszczeniu rozszedł się dźwięk szarpania klamki. Małżeństwo momentalnie odsunęło się od siebie. Już pogodzili się z tym co nieuniknione, więc strach przed śmiercią nie zaprzątał im głowy. Po chwili siłowania się z zastawionym wejściem do budynku z hukiem wpadło trzech mężczyzn rozglądając się po wnętrzu. Ich wzrok zatrzymał się na dwójce czarodziei, a usta rozszerzyły w uśmiechu
-Nawet się nie będą bronić, nadnaturalne ścierwa- parsknął jeden
Ruszyli w kierunku pary, szarpiąc ich za ramiona i oddzielając od siebie. Na opór mężczyzny poradzili mocnym uderzeniem w głowę, po którym Tom stracił przytomność. Jego żona krzyknęła z żalu, jednak jej usta zakryła chustka, a jej ciało opadło bezwładnie prosto na jednego z łowców.
-Nikt nie może nas zauważyć- powiedział jeden wyglądając przez okno- Na pewno nikt z nimi jeszcze nie mieszkał?
-Panie Joy, obserwujemy ich od dłuższego czasu- odpowiedział na pytanie szefa- Nic na to nie wskazuje
- Pora spalić ten szajs- stwierdził- Niech ludzie myślą, że spłonęli w pożarze
Pozostała dwójka wzięła się szybko za podpalanie mieszkania. Wykorzystując dym unoszący się wokół wymknęli się, zabierając ze sobą dwa, bezwładne ciała. Dziecko, które od dłuższego czasu nie widziało matki, a duszący dym zakłócał jej oddychanie we śnie zaczęło głośno płakać. Dźwięk ten przyciągnął uwagę dużego wilczura, który reagując na wołanie niemowlęcia wbiegł do płonącego budynku szukając źródła tego specyficznego odgłosu. Gruba sierść pomogła mu uniknąć zbędnych poparzeń. Spojrzał zaskoczony na dziewczynkę krzywiąc przy tym głowę. Dziecko zaskoczone widokiem takiej istoty przestało łkać patrząc na nie przez duże oczy. Zwierz niewiele myśląc chwycił zębami za rączkę koszyka i tak szybko jak się pojawił na miejscu, tak szybko zniknął z dzieckiem zanim wokół płonącego domu zebrał się tłum ludzi. Pies cały czas biegł nie zważając na krzyki przechodnich. Zwolnił dopiero kiedy znalazł się w środku ciemnego lasu przy niewielkiej chatce. Owczarek puścił koszyk na ziemię i po paru chwilach jego ciało zmieniło się w podeszłym wieku kobietę. Stara czarownica opanowała do perfekcji największe tajniki magii, w tym również zmiany postaci. W pomarszczoną dłoń złapała za zaślinioną rączkę i weszła do mrocznego mieszkania. Frey skrzywiła się, kiedy zapalone światło poraziło ją w przyzwyczajone do ciemności oczy i zmarszczyła nos czując nieprzyjemny odór stęchlizny panujący w środku.
-Przyzwyczaisz się młoda- powiedziała rozbawiona kobieta- Nie masz wyboru, obiecałam się tobą zająć
Dziecko popatrzyła na staruszkę z niezrozumiałą miną. Czarownica ułożyła niemowlę na kolanach rozsiadając się przy kominku. Freya kołysana na bujanym fotelu usnęła czując przyjemne ciepło bijące od kominka.
Od tamtej pory Freye wychowuje owa staruszka- Alice. Zastępowała dziewczynie rodzinę i wychowywała ją przez następne 18 lat. Nastolatka do tej pory uczy się panowania nad magią od kobiety. Mieszkają razem w kupionym przez Alice sporym domu w centrum miasta, jednak chatka nadal pozostała miejscem częstych odwiedzin Frey'ji.

Aparycja: X X X X 
Średniego wzrostu (169cm) brunetka o dość mocnych rysach twarzy. Pod zielonymi oczami widnieje najczęściej ironicznie uniesiony jeden kącik ust. Dziewczyna bardzo dba o siebie, stąd jej delikatnie wysportowana sylwetka. Natura jej nie żałowała kobiecości, co często zwraca uwagę mężczyzn. Jej skóra jest delikatnie opalona. Frey przywiązuje niezwykłą uwagę co do własnego wyglądu, a jej pielęgnacja często zajmuje sporo czasu.

Zainteresowania/Ciekawostki: Dziewczyna interesuję się teatrem, wokalem i innymi artystycznymi dziedzinami, jednak nade wszystko kocha dobrą zabawę, imprezy oraz podejmowanie ryzykowanych decyzji.
Towarzysz: Boo

Kontakt: opel 123